Skip to content

Szneka z glancem odc. 1

Otagowano jako: Szneka z glancem

Drogi Czytaczu „Szneka z glancem” to nowy cykl na blogu. W którym zabiorę Was trochę do mojego życia, a zarazem pokażę Poznań. Znaczy, pokaże, jeśli wyrobię w sobie nawyk robienia zdjęć, bo jak nie, to nic nie zobaczycie. Zawsze po czasie mam myśl, że mogłam zrobić zdjęcie na insta. Refleks godny szachisty…

Co sądzicie o Poznaniakach? Pewnie tak jak większość społeczeństwa, że jesteśmy skąpi. Powstały tysiące żartów na ten temat. Wydaje mi się, że Andrzej Mleczko miał serię dowcipów, którą stworzył, podróżując po Polsce. Jeden jego rysunek obrazował pozycję seksualną nazwaną „po poznańsku”, czyli w międzyczasie kobieta kroiła chleb, a mężczyzna przybijał coś młotkiem. No cóż, „ordnung muss sein”. Czasu nie można marnować, a my też bardzo zaradni jesteśmy.

„Szneka z glancem” jest odpowiedzią na Wasze prośby o pokazanie Poznania. Zdradzenie rąbka mojej codzienność. Napisanie recenzji książki czy filmu. W Sznece znajdziecie ocenę lokali, w których bywam. Postaram się pisać na bieżąco. Nie o miejscu, które odwiedziłam pół roku temu. Jeśli macie pomysł gdzie mam iść, piszcie śmiało. Macie pytania? Również! Chętnie odwiedzę, polecę ciekawe miejsca. Zamieszczę swoje wrażenia z książek, filmów, czy innych ciekawych wydarzeń. Mam nadzieję, że Szneka zaspokoi Wasz apetyt.

KINO

“Kino Rialto” Poznań ul. Dąbrowskiego 38

Kino „Rialto”, działa w Poznaniu od 1938 roku. Słynie ze swoich tematycznych cyklów np. poniedziałki z klasyką. Można wtedy zobaczyć filmy, które zapisały się na historycznych kliszach kinematografii. Kino ma jedną salę i klimat niczym ze starego filmu. Organizowane są ciekawe wydarzenia np. przegląd filmów o tematyce górskiej. Dla mnie fenomenalny jest cykl seansów dla seniorów, kiedyś przez przypadek na taki trafiłam. Urzekła mnie para staruszków na randce. Dobrze to wróży na przyszłość, wiem, kiedy nadejdą te wspaniałe dni, kiedy będę z ukochanym chodzić do kina. Tymczasem często idę sama.

Każdy Poznaniak z nostalgią wspomina pierwsze seanse „Gwiezdnych wojen” w kinie Rialto. W dobie multipleksów trudno w to uwierzyć. Dla mnie jest to idealne miejsce na randkę. Jest małe, kojarzy się z romantycznymi filmami. Po seansie można przejść się na spacer po Poznańskich Jeżycach, które stają się coraz bardziej designerskie (na pewno napiszę o nich więcej). Nie zaglądajcie tylko do McDonald’s przy kinie, bo utkniecie w kolejce i nabawicie się niestrawności. Mnie „przeuroczy” kierownik tej jadłodajni wpierał, że nic mi nie będzie, jeśli zjem roztopione mc flurry. Widocznie o salmonelli nie słyszał.

Obejrzałam „Ciemno, prawie noc” ekranizacja powieści Joanny Bator (nie czytałam) w reżyserii małżeństwa Lankosz. Książka jest jedną z najgłośniejszych Polskich produkcji ostatnich lat. Otrzymała literacką nagrodę NIKE. Spotkałam się z twierdzeniem, że jest dobra jak Polska wódka – mocna, gorzka i paląca trzewia.

Główna bohaterka (Magdalena Cielecka) powraca w rodzinne strony, by zebrać materiały do reportażu o zaginionych dzieciach. Film jest zakwalifikowany jako kryminał, thriller. Po zwiastunie obawiałam się horroru. A tu niespodzianka dostałam baśń z górami, lasami, wielkim zamkiem, podziemnym labiryntem, komnatą księżniczki, zagubionymi perłami, poniemieckimi zapuszczonymi willami i sadami. Z postaciami, które zmieniają tożsamość, imiona i narodowości. Z dobrymi Kociarami i złymi Kotojadami. Dziećmi, które przepoczwarzają się w potwory. Gdzie dobrzy, chcą wymierzyć karę złym. W tym przypadku nie lubię niespodzianek.

Od początku filmu wyczekiwałam jego końca. Przytłoczyła mnie szpetota w nim ukazana. Pokonały mnie brud i obłęd Kociar. Film to worek, do którego wrzucono przemoc, biedę, chorobę, przemarsz wojsk radzieckich, gwałt, trochę magi i wiele wiele innych. Nie mogę znaleźć ani jednego plusa. Nawet Cielecka i Dorociński nie uratowali tej produkcji. I dlaczego obsadzili Piotra Fronczewskiego w roli naiwnego dyrektora? Jak można to zrobić Panu Kleksowi? Toż to świętokradztwo! Nie mój target.
W mojej skali 2/10. Zamilknę.

JEDZENIE

“Violet Sushi & Yakitori” Poznań ul. Święty Marcin 9

Pisałam, że jestem sushi maniaczką? Pewnie nie, jakoś się nie złożyło. Swojego czasu w Poznaniu lokale serwujące sushi otwierały się jak grzyby po deszczu, teraz rynek się zasycił, niektóre zamknęły już swoje podwoje. Jedną z najstarszych restauracji jest Violet Sushi & Yakitori, można ją znaleźć w samym centrum naprzeciw Kupca Poznańskiego.

Lokalowi daje zdecydowany plus za ceny, lokalizację oraz szybkie przygotowanie dań na wynos. Chodzę do niego pewnie głównie z przyzwyczajenia, ponieważ to w nim zaczęłam przygodę z pałeczkami. Pamiętam, że Gabryśka mnie tam zabrała. Jestem sentymentalna, potwierdzam. Od lat w swojej ofercie mają pozycję „5-10-15”. Możecie zamówić sushi za 5 zł, 10 zł, 15 zł.  Dobra opcja dla początkujących, nie wydacie za dużo bejmów, a możecie posmakować różnych rodzajów japońskiego przysmaku.  A! Jeśli ktoś chce odwiedzić restauracje w godzinach wieczornych, proponuje wcześniejszą rezerwację, bo lokal może być oblegany
W mojej skali 6/10. Tanio, świeżo, czysto.

LUDZIE

“Rudy_Fryzjer” Poznań ul. Św. Czesława 14/13a

Historia o tym, jak to poszła Ruda do Rudej. No tak, bo ja się Ruda nie urodziłam. Pewnie zamiast po kolor włosów to podwójnie w przysłowiową kolejkę po bystrość umysłu się ustawiłam. Jaki mam naturalny kolor włosów zapomniałam, cóż widocznie nie byłam z nim bardzo związana.

Drogie Czytelniczki pewnie wiecie jak to trudno znaleźć odpowiedniego fryzjera po wizycie u którego, na ułożenie włosów poświęcacie tylko trzy sekundy. Takiego, który nie wmawia Wam, że balejaż jest aktualnie na topie. Fryzjera, któremu jak mówisz, że chcesz refleksy, to nie wychodzisz z grubymi pasemkami. Moje przyjaciółki pewnie teraz wspominają moją fryzurę ala skums, charakterystyczną z dwoma szerokimi pasemkami po bokach. Koszmar nad koszmarami.

Natomiast w Rudy_Fryzjer, czytają mi myślach. Mam zawsze dokładnie to, co chcę! Włosy mam zadbane, kolor się nie spiera, idealnie ścięte, przystępna cena. No wszyscy mi zazdroszczą. Myślę, że ja już nic nie muszę pisać, popatrzajta sobie na istagrama, broni się sam. A ja obiecuje, że jeśli spełni się mój utopijny sen, czyli blog stanie się moim głównym źródłem utrzymania to przefarbuje się na turkusowy. A co tam! Pewnie Pani Ania z radością spełni moją prośbę.
W mojej skali 10/10. Rydy_Fryzjer polecam, trzeba wspierać lokalne biznesy!

Historii ciąg dalszy, bo ja u fryzjera skarpetki kupiłam. Można? Można. Takie cuda tylko w Wielkopolsce. No więc kupiłam i się zakochałam. W skarpetkach rzecz jasna, bo mężczyzn to jak na lekarstwo ostatnio, czyli mało. Sklep stacjonarny też znalazłam w Poznańskim Pasażu Apollo. Muszę się tam wybrać, mojej „baranicy” kupić prezent na urodziny. Ha! Teraz będę wiedzieć, czy czyta regularnie. Taki psikus!

Ja

ZAGADKA

Na koniec zagadka z gwary Poznańskiej:
Co to „Szneka z glancem”?

GDZIE CO ZNALEŹĆ

  1. Kino Rialto: https://www.kinorialto.poznan.pl/kontakt/
  2. Violet Sushi & Yakitori : http://www.violetsushi.pl/
  3. Rudy_Fryzjer: https://www.instagram.com/rudy_fryzjer/
  4. Skarpety KABAK: https://kabak.com.pl/
Unlimited WordPress Theme by Compete Themes