Skip to content

Nowoczesne randki

Otagowano jako: Relacje

Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta. Ach, jejku pomyliłam święta, to nie te z Coca-Colą. Przecież to są święta z majonezem Winiary. Tak czy siak. Uważam, że większość singli na święta chce zmienić status na facebooku z „wolny” na „w związku”. Więc śpieszą w podskokach niczym wielkanocny zajączek na portal randkowy. Bo wiecie, w dzisiejszych czasach ludzie boją się odzywać do innych tak „face tu face”. Na ulicach udajemy, że się nie widzimy, bo przecież może nas zaczepić Świadek Jehowy, ankieter albo inny zboczeniec. Zresztą zagadać do obcego jest prawie nie możliwe, bo wszyscy ciągle jesteśmy podłączeni do telefonu. To w nim mamy swój świat! Randkowanie też się przeniosło do wirtualnej sfery. Niestety zaczyna podążać w bardzo złym kierunku-równią pochyłą w dół, wprost na złamanie karku.

W XXI wieku zdecydowana większość singli loguje się na portal randkowych. Niby jest szeroki wybór, ale myślę, że decydują się na następujące: Sympatia, Edarling, Badoo, Tinder. Na pierwszym z nich w przeszłości można było poznać sympatycznych ludzi. Słyszałam, że aktualnie to martwa strefa. Edarling to raczej był portal dla bardziej „zamożnych” albo takich co chcą za nich uchodzić. W reklamie podawano, że można na nim poznać prawnika lub lekarza – ci dwaj zawsze w cenie, chociaż czasami chłop z łopatą może mieć więcej wartości. Na mnie nie zrobił pozytywnego wrażenia. Na Badoo swojego czasu byli sami śniadzi chłopcy. Nie mój target, ale kto co lubi, każdemu zgodnie z fantazją. Tinder, no cóż.. To nie jest aplikacja randkowa, powstała za oceanem, by łączyć ludzi, na szybkie potocznie mówiąc bzykano. Nasza hipokryzja narodowa każe nam nazywać tę apkę randkową. Może po to byśmy się czuli lepiej? Mniej grzesznie, bardziej przyzwoicie?

Jak donoszą badania, ponad połowa kłamie, zakładając profil randkowy. Głównie dotyczy to wieku, wzrostu, wagi i stanu cywilnego. Umieszcza się też z reguły najlepsze zdjęcie, popularne są te z zagranicznych wakacji lub w odzieży sportowej. Hitem jest, gdy Tinder lokalizuje kilku żonatych sąsiadów, których w ogóle zaistniała sytuacja nie krępuje. Co by tu powiedzieć? Może z żoną w windzie pogadać? Brak słów, przewracam tylko oczami.

Po założeniu konta zaczyna się zabawa, którą można podzielić na następujące etapy.

LEVEL 1

Wymiana wiadomości na portalu randkowym. Przeważnie dotyczą podstawowych informacji: wieku, wykształcenia, wykonywanej pracy itp. Ciekawostką jest, że niby nieistotny jest wzrost, ale wszyscy o to pytają. Z doświadczenia wiem, że mężczyźni lubią dodać sobie z pięć centymetrów w różnych sferach. Im dłużej trawa wymiana wiadomości na portalu, tym mniejsze szanse na randkę w realu. Taka dziwna prawidłowość.

LEVEL 2

Przeskakujecie z wymiany wiadomości w obrębie portalu na komunikator. Popularny jest WhatsApp, tu już znajomość rozwija się szybciej. Ustalane są szczegóły spotkania. Można nawet do siebie zadzwonić. Takie to oto cuda się dzieją. Wow!

LEVEL 3

Spotkanie. Tu mamy kilka wariantów. Ci, którym jeszcze się chce albo osobniki z zasobniejszym portfelem proponują kawę. Swoją drogą polecam centra handlowe, jak się randka nie uda zawsze można iść na zakupy. Mój innowacyjny pomysł, opatentowany i przetestowany.

Natomiast inni, którzy nie mają ochoty kupować obcej babie kawy, proponują spacer. Ta opcja ma dwa warianty, jeśli przypadłaś mu do gustu to na końcu zapraszaja do kawiarni. Jeśli nie kończycie na spacerze.

Kilka godzin po spotkaniu jest decydujące. Jeśli w tym samym dniu luby/luba się odezwie i napiszę smsa to znak, że będzie powtórka (LEVEL 3 EASY). Nie napisze, to znak, że trzeba dalej poszukiwać, powrót do LEVEL 1.

Jeszcze jest LEVEL 3 HARD – dostajesz zdjęcie nagiego i ogolonego Zenona. Hm.. Przydałaby się duża dawka alkoholu przed otrzymaniem takiej wiadomości. Powinien w pierwszej wiadomości napisać “kochanie machnij połówkę czystej”, a potem niech śle tę swoją największą chlubę. I co tu odpisać? Chyba nie ma dobrych określeń. Nawet przewracanie oczami jest chyba nie na miejscu. W ogóle cała sytuacja jest jakby tak trochę niestosowna.

W kontynuacji LEVEL 3 HARD miłości nie oczekuj, no, chyba że takiej kilkugodzinnej. Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma? Nie. Niektórzy po prostu tak żyją. Smuteczek.

LEVEL 4

Z kolei ten LEVEL dzielimy na A, B. Opcja A kolejna udana randka. Piękny czas.

B umówił się i nie przyjechał, rozpłynął się w powietrzu. Cóż już go nie zobaczysz. Bo randki z netu mają tę wadę, że ludzie nie traktują się poważnie. Osoba poznana w internecie jest mniej realna niż w rzeczywistości? Mniej Was łączy. Łatwiej zniknąć. To tak samo, jak z wirtualnym uczestnictwem. Ludzie klikają w wydarzenie, czasem nawet setki osób, a na event przychodzi garstka. Taka niepisana zasada, że jeśli kliknę i udostępnię, to tak jak bym tam był? Apeluję, bądźmy dla siebie fer, bo jeśli nie to zastąpią nas japońskie roboty.

LEVEL 5

To zwieńczenie całości, kolejne wspólne spotkania, prowadzące do szczęśliwego związku. Oczywiście biorąc pod uwagę, że żaden trybik w machinie się nie popsuje.

Nie to nie jest scenariusz do kolejnego odcinka „Czarnego lustra”. To Polska Anno Domini 2019 ze swoimi cieniami i blaskami. Niedawno mignęła mi w internetach taka myśl, że „przez całe życie dążymy do tego, by rano wstawiać dwa kubki kawy, a nie jeden” (zmysłowy.eu). Prawda, ale w pierwszej kolejności musimy nauczyć się czerpać radość z jednego, swojego własnego kubka. Jeśli pojmiemy tę sztukę, możemy szukać, kogoś dla kogo przeznaczymy drugi kubek. Prosta nauka dojrzałości, której niestety brakuje w nowoczesnych randkach.

Unlimited WordPress Theme by Compete Themes