Skip to content

Nie ma zabawy, nie ma!

Otagowano jako: Obserwacje

Z założenia moja strona ma cieszyć i bawić. Czytając, masz poczuć się jak w przytulnej kawiarni, gdy popijasz kawę w towarzystwie najlepszej przyjaciółki. Jeśli jesteś mężczyzną, to masz czuć ten przyjemny dreszczyk emocji, gdy przeglądasz kolorowe czasopismo swojej lepszej połowy z poradami jak doprowadzić go do ekstazy w zaciszu domowej alkowy. Ma tu być miło, przytulnie, sympatycznie, wesoło. Hm.. Czasem ironicznie jak w krzywym zwierciadle niby nie ładnie, ale jednak fajnie. Dlatego długo biłam się z pewnym tematem poruszonym w filmie „Zabawa, zabawa” w reżyserii Kingi Dębskiej, bo wraz z nim nie będzie cieplutko, wręcz dla niektórych może być bardzo niekomfortowo.

Spoiler Alert! Jeśli nie lubicie spoilerów, to niestety jesteście zmuszeni przestać czytać w tym momencie. Ja uwielbiam spoilerować, ku rozpaczy moich znajomych.

Zeszłego lata jechałam wczesnym rankiem z jedną z moich best friend do Kołobrzegu. Startowałyśmy wcześnie z uwagi na rozkład pkp, a nie zamiłowanie do wstawania o świcie. Na najbliższym przystanku tramwajowym ledwie stała, zawieszona gdzieś pomiędzy stanem pomroczności jasnej a realnym światem dziewczyna w kusej sukience. Mogłam to zignorować, ale po drugiej stronie stało dwóch typów, spoglądając na nią niczym łatwy łup. Może mieli w głowie historię pt. „Położymy ją na zimnej podłodze, zwiążemy jej ręce, nagramy film”. Nie wiem, może przesadzam. Jestem z tych, co działają, więc łania nietrzeźwa po wyrecytowaniu adres została zapakowana do Ubera, tyle ją widziałam. Pan Uber obiecał, że odtransportuje ją do domu. Ubery to dobre chłopaki. Kto zapłacił za podróż? Otóż ja, ale mam nadzieję, że czyniłam dobro. Nie wiem, można dyskutować.Analogiczna jest jedna scena w filmie, gdy Teresa (świetna kreacja aktorska Doroty Karolak) siedzi na przystanku autobusowym z butelką alkoholu zawiniętą w papierową torbę. Nie przypomina kobiety sukcesu, szanowanej ordynator. Jest sina, brudna z tłustymi włosami, woskową twarzą. Obok przysiadła inna kobieta, też alkoholiczka, czego dowiadujemy się chwile wcześniej w innej scenie. Obie chorują na tę samą chorobę, ale jak inne jest ich życie? Na twarzy trzeźwej, widać różnorodne emocje. Może chce pomóc tej drugiej? Jednak odjeżdża kolejnym busem, bez słowa. Tak to się odbywa u nas w Polsce. Uciekamy, by nie widzieć. Nie chcemy, wyjść ze swojej strefy bezpieczeństwa.

W filmie poznajemy też młodą dziewczynę, której świat stoi u stóp-studia, praca. W weekend relaks nad Wisłą. Niestety o jeden drink za dużo. O jeden relaks za dużo. O jedno słowo za dużo. Dziewczyna pijana, bezbronna zostaje sama. Długo nie czekała na opiekuna, bardzo bezwzględnego. Niewinna impreza, na którą pojechała, rowerem miejskim kończy się traumą, strachem i niechcianą ciążą. Cóż zdarzają się takie historie, nie są wyssane z przysłowiowego palca. Nikt nie zareagował. To się dzieje jej, nie mnie. Ja nie jestem zagrożona. To jest obok. Kolejny absurd myślenia, dający reszcie społeczeństwa złudną ułudę bezpieczeństwa.

Trzecią bohaterką jest Pani Prokurator, która wpada swoim granatowym sportowym Audi w przejście podziemne. Wiecie, że to historia z życia wzięta? W nocy z 16 na 17 grudnia 2013 r. niejaka Pani Izabela Ch. wjechała swoim luksusowym mercedesem w przejście podziemne w centrum Warszawy na rondzie Dmowskiego. Jakby się ktoś zastanawiał, to tak pod wpływem alkoholu. Wujek Google wypluwa bardzo sprzeczne informacje na temat końca sprawy. W każdym razie Pani Izabela nie okazała skruchy. Nasza prokurator również. Pomimo doskonałej roli Agaty Kuleszy nie przypadła mi do gustu postać Doroty. Natomiast szanowany małżonek, w którego rolę wcielił się Marcin Dorociński bardzo, ale to bardzo trafia w mój target. Myślę sobie, że dzisiejszy hejterzy nie zostawiliby suchej nitki na tej parze.

Co łączy bohaterki? To zwykłe kobiety, które mijamy na ulicy, nigdy nikt by o nich nie usłyszał, ale pod wpływem alkoholu zapracowały sobie na niechlubną sławę. Takich kobiet są setki. Żyją w moim mieście. Twoim mieście. Małych miasteczkach. Dużych wsiach. Piją bez zbędnej martyrologii. Chleją, nie przypisując do tego żadnej filozofii. Film nie pokazuje przyczyn ich stopniowej degrengolady. Uwypukla skutki. Pokazuje konsekwencje, jakie ponoszą bohaterki wraz z rozwojem choroby. Sceny filmu są niczym żywcem wyjęte z polskich mieszkań. Rodzinnych obiadków, gdzie gwar rozmów przeplata się z pobrzękiwaniem kieliszków.

Mam wrażenie, że w Polsce pokutuje nadal stereotyp polegający na tym, że mężczyźnie nadmierne nadużywanie uchodzi na sucho, ale kobiecie to nie. Kobiecego chlania nie można przepuścić. Bo przecież kultowa matka polka nie powinna być alkoholiczką. Chłop to chłop, to co innego. Tak powiem łagodnie, ale z angielskiego Bullshit. Płeć piękna w tym wyścigu już dawno dogoniła samców, jedyna różnica polega na tym, że baby nie afiszują się ze swoim piciem.

Reżyserka dobrała sobie do pary Mikę Dunnin, czasem wpadam na jej bloga pt. „Emocjonalna izba wytrzeźwień”. Kobieta wie, co pisze, macie ochotę sprawdzić, to idźta pocztajta, ale później wracać do mnie. W każdym razie moim zdaniem Dębska i Dunin wyważają drzwi, za którymi nie stoi stereotypowa polska menelka. Pokazują bez konturowania, retuszowania i wielu innych polerek zadbaną kobietę z dużą słabostką do trunków wyskokowych. To nie przysłowiowa Baśka z ławki w parku. To elegantka w szpilkach, która do SPA udaje się nie na kurację witaminową, ale po glukozę z kroplówki.

Gwarantuje Wam, że film spowoduje w waszych głowach zamęt, będziecie o nim myśleć. Ja w kinie oczywiście analizowałam wszystko pod kątem nauk, które kiedyś pobrałam, bo posiadam dyplom, który upoważnia mnie do wypowiedzi o alkoholizmie. Specjalistą mnie nazwali, a poza to moja strona, więc mogę.

W kinie siedziała za mną kobieta, słyszałam, jak głośno wzdycha na niektórych scenach. Wychodziłam, a ona wpatrywała się w ekran. Na szczęście w towarzystwie przyjaciela. Po to są produkcje, których sprawne wyreżyserowanie angażuje widza bardzo emocjonalnie, zmusza do refleksji. Może dzięki tej produkcji jakaś zagubiona dusza w tłumie postanowi przeorganizować sobie życie na bardziej wartościowe.

Drogi Czytaczu, mam prośbę, jeśli zobaczysz tzw. żula, leżącego na ulicy to proszę, nie uciekaj, ale wezwij karetkę. Szczególnie, teraz gdy sroga zima mrozi wszystko. Zainteresuj się czy koleżanka w stanie wysokiej nieważkości nie wychodzi sama z klubu. Nie prychaj, że każdy ma, to na co sobie zasłużył. Może i ma, ale kim my jesteśmy, by to oceniać? Co? Zdaje sobie sprawę z mitu, że alkoholik powinien stoczyć się na dno. Pewnie i powinien.Jednak czasem potrzebna mu jest pomocna dłoń, by się od niego odbić, tym bardziej, że nie wiadomo, gdzie to sławetne dno jest. Czasem człowiek prosi o pomoc niemym krzykiem, który potrafi bardziej rozedrzeć niż wrzask. Nie przegap.