Skip to content

Jak można wypaczyć idę „Body Positive”?

Otagowano jako: Obserwacje

Dawno nie pisałam, musiałam sobie zrobić przerwę. Nie mogłam patrzeć na inne blogi, nie mogłam patrzeć na swojego bloga. Miałam czas na kontemplacje, a teraz właśnie wracam ze swoimi przemyśleniami.

Mam nadzieję, że nikt nie skróci mnie o głowę, za sam tytuł. Wszystko, co związane z tematyką Plus Size i Body Positive interesowało mnie od zawsze z przyczyn osobistych. Aktualnie jest to temat bardzo trendy, wręcz wypada się interesować ciałopozytywnością. Miałam nadzieję, że czytając o pozytywnych osobach, które pogodziły się, ze swoim ciałem, mi także będzie łatwiej uwierzyć i zaakceptować siebie. Jednak dostrzegłam tu małą pułapkę, nie tylko mojego mózgu, naszego kobiecego mózgu, który lubi czasem pójść na skróty.

Ruch body positive powstał się w 1996 r. Założycielkami są Connie Sobczak i Elizabeth Scott. Sobczak to pisarka. Scott to psychoterapeutka. W przeszłości Sobczak borykała się z zaburzeniami odżywienia, zainspirowały ją to do stworzenia świata, w którym każdy może kochać swoje ciało. Druga z kobiet natomiast specjalizowała się w leczeniu zaburzeń odżywiania. Kobiety połączyły siły i stworzyły ruch, w którym najważniejsza jest akceptacja samego siebie. Body positive w ostatnim czasie powrócił ze zdwojoną siłą. Wszystko za sprawą wielu kampanii reklamowych i głośnych akcji społecznych. No i fajnie, wspaniała inicjatywa, więc czego ja się czepiam?

A no tego, że w naszym rodzimym kraju nad Wisłą ciałopozytywność kojarzymy przeważnie z puszystymi dziewczynami. Nawet trudno zniszczyć tę teorię, ponieważ w większość kampanii społecznych zaangażowane są większe dziewczyny. Portale internetowe, modelki plus size głoszą, że nie jest to promowanie otyłości. Jednak co z tego, idea Body Positive w polskim wydaniu jest na każdym kroku wypaczana lub traktowana niezwykle powierzchownie. Niby ogólny przekaz jest pozytywny. Jednak zazwyczaj jest on tak okrojony z treści i wyjaśnień, że padając na nasz polski grunt, natychmiast przekształca się w festiwal nienawiści. I zaczynają się wyzwiska od wielorybów, po wychudzone wieszaki. Ci źli, tamci nie dobrzy, a w ogólnym rozrachunku wszyscy niezadowoleni.

Mam wrażenie, że media rzadko tłumaczą, podwaliny tej ideologii. Zamiast tego wrzucają zdjęcie otyłej dziewczyny na portal, najlepiej w bikini z myślą, że przecież i tak się kliknie. Pospolita zjadaczka chleba w pierwszej chwili pomyśli, że „ciałopozytywność” jest dla otyłych, w drugiej natomiast, że całkiem dobrze puszysta modelka się prezentuje. Jak fajnie, że dobrze się czuje ze swoim ciałem. No super. I tu niedobry chochlik wskakuje na ramię i zaczyna szeptać: „możesz zjeść kolejnego batonika, czekoladę itp. Możesz być grubsza, przestań dbać o wagę, pokochaj siebie”. Możecie mnie teraz nawet nazwać głupią, ale znam osobiście dziewczyny, które tak pomyślały. Ba! Ja sama się na to złapałam, a raczej nie legitymuje się niskim IQ. I co dalej?

Może te dziewczyny na zdjęciach są pogodzone ze swoją wagą, pokochały siebie. Ja mam tylko nadzieję, że pamiętają o zdrowym rozsądku. Bo do cholery jasnej otyłość jest chorobą. Na stronie Fundacji Chorych na Otyłość „Od-Waga” przeczytałam takie słowa:

Nie jesteś winien swojej otyłości!

Otyłość to choroba, a ty jako człowiek i jako chory

zasługujesz na szacunek, zrozumienie i wsparcie innych ludzi

– zwłaszcza osób najbliższych i specjalistów.

To nie jest tak, że ktoś postanowił być gruby, a co się z tym wiąże zachorować na schorzenia współtowarzyszące np. cukrzyca. Nikt sobie nie postanawia „Chce od jutra mieć złą kondycję fizyczną, problemy z przejściem pięciu kilometrów”. Otyłość jest podstępna, ale tylko do pewnego momentu. Niby można przewidzieć, że nadmierne jedzenie powoduje otyłość, ale nie jest to z dnia na dzień, jest to proces, który postępuje. Tak budujemy złe nawyki żywieniowe, które później trudno wyeliminować. Zapychamy się na szybko silnie przetworzoną żywnością. Obiecujemy sobie, że od jutra pójdziemy na dietę, ale kiedy jest to jutro? Plagą teraźniejszości jest kompulsywne objadanie. Odreagowujemy w ten sposób każdy stres, a w konsekwencji jedzenie uzależnia. Nie zauważamy, a tak to się zaczyna od pierwszego niewinnego batonika, który nie jest tak straszny, jak papieros, alkohol czy inne używki. Przeważnie każda otyła osoba sobie sama na to zapracowała, celowo piszę, przeważnie, bo nie chce urazić osób, u których otyłość spowodowała choroba. Jednak każda powinna uzyskać należyte wsparcie, jeśli zdecyduje się na trud zgubienia kilogramów.

Niby kompletną bzdurą jest założenie, że osoby plus size, promują otyłość. Przecież znam ludzi ze znaczna nadwagą, którzy są bardziej fit niż Ewa Chodakowska ze swoim gangiem. Znajdę też szczupłych, którzy mają sylwetkę idealną, a wszystkie narządy wewnętrzne otłuszczone. Jednak w mega uproszczeniu jest też, tak jak ja piszę. Jeśli dojdzie do uzależnienia, od jedzenia wtedy mózg zaczyna szukać wymówek i oszukiwać. Dieta to rewolucja, wyrzeczenia, trud. Czyż nie lepiej pocieszyć się, że przecież jesteśmy „body pozytywni”? Sklepy wyszły z poszerzoną ofertą, można kupić fajne ciuchy w rozmiarze od 46 wzwyż. No i dobrze, ale to nie jest powód do tego, by nie zabrać się za siebie! To tylko udogodnienie, dla tych, co borykają się z nadmiernymi kilogramami.

Czy zarzucam isagramerką, modelką, blogerką czy szczęśliwym dziewczyną plus size, że promują otyłość? Nie! Zarzucić mogę mediom, że w nieodpowiedni sposób promują ich zdjęcia media. Zarzucić mogę osobom z nurtu ciałopozytywnego, że zapominają o profilaktyce, że zapominają czasem powiedzieć: „Idźcie poćwiczyć. Jak wstydzisz się iść na siłownię. Zacznij od spaceru, chociażby wokół bloku”. Tak, tego mi czasem brakuje.

Podsumowując zachęcam chociaż do spaceru, ale oczywiście jak zrobi się chłodniej.

Unlimited WordPress Theme by Compete Themes