Skip to content

Grzejnik plus

Otagowano jako: Obserwacje

Proszę Państwa obudziłam się dzisiaj z niesamowitym pomysłem nowego projektu społecznego. Przedstawiam Wam program „Grzejnik plus”. Bez obaw nie piłam, nie paliłam, nie wąchałam, nie wciągałam nic wieczorem. Lakier hybrydowy i aceton się nie liczy? Prawda? Jestem w pełni świadoma praw i obowiązków wynikających z mojego przełomowego konceptu.

Partia dzierżąca prym w kraju ponoć mlekiem i miodem płynącym, ale na pewno położonym nad rzeką Wisłą wpadła na genialny pomysł programu „Mama plus”. Zakłada on minimalną emeryturę dla każdej matki, która wychowała co najmniej czwórkę dzieci, nawet jeśli wcześniej nigdy nie pracowała. Mało tego po odchowaniu tych dzieci też nie musi pracować. W momencie nabycia praw emerytalnych też nie powinna skalać dłoni zajęciem na etacie czy działalności.

Samotny ojciec ma niby takie same prawa. Celowo piszę niby, bo kobiety mają jeszcze jeden bonusik w postaci premii za szybkie urodzenie kolejnego dziecka. Jeśli kobieta urodzi następną pociechę w ciągu dwóch lat, zyska 3 miesiące dodatkowego, płatnego urlopu macierzyńskiego. How Sweet jakby to rzekła jedna moja wyjątkowo zgryźliwa przyjaciółka.

Głównym celem emerytur dla mam, które urodziły czwórkę dzieci, jest zachęcenie polek do powiększania rodziny. Brakuje młodych ludzi, chętnych do pracy, a społeczeństwo się starzeje. Naprawdę? Ten program ma być rozwiązaniem? Szczerze wątpię, że tłumy młodych Polaków za kilka lat ruszą szturmem do pracy. Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąca. Reasumując, jeśli polskie maluchy będą obserwować, że waluta spokojnie co miesiąc wpływa na konto, to powielą postawę rodziców. Proste jak drut. Będzie jak w kawałach pt. „Jasiu skąd się biorą pieniądze? Z 500+”. Mnie nie śmieszy.

W Polsce jeszcze kilka lat temu nie było wsparcia w postaci 500 plus, a zasiłek, jaki można było dostać na dziecko, nie przekraczał 100 zł. Wtedy wiele moich koleżanek wyjechało za granicę, chyba królowała Holandia. Wstawiały na social media piękne zdjęcia, na których prezentowały życie idealnych matek gotujących przecierane zupki. Pracy na etacie nie ujrzały. Matki w Polsce się wkurzały, że nie mają czasu na robienie papek, kupowały gotowce w Rosmmanie. Dlatego również zaczęły rozważać spakowanie walizki. Ja zapierdalałam wtedy na pół etatu w handlu, na drugie pół pisałam pracę magisterską. Rząd przyszedł z pomocą w postaci wszelkich plusów i Kosiniakowego. Jednak nie jest to pomoc dla wszystkich. Wsparcie dla wybrańców. Masz jedno dziecko nie dobrze. Posiadasz dwoje, to będziemy wspierać tylko jedno. Nie możesz mieć, będziemy milczeć, bo jeszcze zażyczysz sobie pomoc na in vitro. Niemowlę umrze z bólem, zostaniesz sama, ewentualnie z najbliższymi. Wypatruje uważnie sprawiedliwości w tym wszystkim, ale nie widzę. A Ty?

Program ma z założenia zadośćuczynić za wychowanie dzieci. Hmm..? Zadośćuczynienie to rekompensata za wyrządzone zło przez grzesznika. Zadośćuczynić mogę komuś, jeśli go skrzywdziłam. Przecież wszyscy trąbią, że macierzyństwo to najpiękniejszy okres w życiu kobiety. Nie wiem, nie było mi dane do tej pory sprawdzić. Mam nadzieję, że kiedyś będzie. Gdzie sens zadośćuczynienia? Czy tylko ja go nie widzę? Kto wynagrodzi trudny rodziców opiekujących się chorą pociechą? Jaka rekompensata dla matek żegnających się z umierającym maluszkiem? Kto pocieszy kobiety, które co miesiąc na teście widzą jedną kreskę? Hallo? Pytam?

Czy nie lepiej, zamiast rozdawać pieniądze, stworzyć prawdziwe i godne warunki do pracy i nauki? Dofinansowania na żłobki, przedszkola, darmowe obiady w szkołach, dojazdy, zajęcia pozalekcyjne, sportowe? A może jednak pozwolić matkom cieszyć się macierzyństwem, żeby nie musiały pracować? Bo przecież dzieci wychowuje się również dla społeczeństwa? Tylko jakie będzie to społeczeństwo? Jakie będzie miało aspiracje? O co będzie walczyć? Starać się? Skoro wszystko będą mieli podane na tacy?

Amerykański psycholog Martin Seligman stworzył teorię wyuczonej bezradności. Myślę, że może przyjechać do Polski na długoletnie badania. Może go zaproszę? Termin ten oznacza stan narażenia na nieprzyjemne sytuacje, trwania w nim bez możliwości ucieczki. Badania nie odnoszą się tylko do społeczności korzystających z pomocy społecznej. Mówi się również o nich w przypadku społeczeństw wysokorozwiniętych. W telegraficznym skrócie jest to powielanie wzorców. Jeśli córka będzie, obserwować jak matka wychowuje kolejne dzieciaki, bardzo możliwe jest, że nie zapragnie więcej od życia niż gromadka pociech z nagrodą 1100 zł na sześćdziesiąte urodziny. Tak po prawdzie nie jest to oszałamiająca kwota. Bardzo prawdopodobne jest, że latorośle tej kobiety nie będą miały większych aspiracji niż mamusia i tatuś. Tym samym nie wspomogą na starość. Z drugiej strony z uczciwej pracy mogę mieć nie więcej. Tylko że ja jestem z tych, co chcą więcej od życia niż wegetacji.

Dodam tak jeszcze na koniec, bo pierwszy raz w życiu nie mam ochoty generalizować. Nie bojkotuje rodzin wielodzietnych. Wierzę, że są gdzieś fajne i poukładane. Rodzice przekazują dzieciakom mądrość życiową, wzorce, inspirują do zdobywania wiedzy. Ja nie znam, ale to nie znaczy, że nie ma. Wśród moich bliskich nie występują. Pewnie dlatego, że z obawą wyglądamy w okna przyszłości. Szczególnie gdy kasa w Biedronce wybija wciąż większe rachunki na paragonach.

A! „Grzejnik plus”! Zapomniałabym. Skoro żyjemy w kraju absurdów, godnych Barei. Proponuje każdemu bezdomnemu w te ziemne dni przyznać grzejnik. Niech się człowiek ogrzeje. Bo zgodnie z prawem może zamarznąć na ulicy. Nikt nie ma prawa go z niej ruszyć. Pomimo wspólnych działań wszystkich służb. Dajmy człowiekowi grzejnik. Co tam, że nie ma prądu, by go podłączyć. Nie będziemy się tym przejmować. Skoro nikt nie rozlicza, co się dzieje ze świadczeniami plus, to nikt nie będzie się przejmować odrobiną energii elektrycznej.

Unlimited WordPress Theme by Compete Themes