Skip to content

Gdzie ta miłość?

Otagowano jako: Relacje

Nie ma miłości na całe życie. Są spotkania z wielką miłością, które wywracają życie do góry nogami. Zapierają dech w piersiach oraz otumaniają zmysły. Pokazują, jak wygląda miłość. Czasem trwają bardzo krótko, ale w tym tkwi siła tych spotkań. Przedłużane są czasem jak wczorajszy kotlet. Niby wygląda apetycznie, ale smak już nie ten sam. Więc należy z nich korzystać?  Szybko, intensywnie nim czar pryśnie? Chyba coś tu nie tak? Napisałam coś dziwnego…?

Czy miłość ma rodzaje?

Pierwszy raz spotkałam miłość w liceum. Spotkanie z pierwszą miłością jak się później okazuje – jest najważniejsze. Myśle, że kształtują wizerunek przyszłego partnera. On był pięknym, wysokim kapitanem drużyny koszykarskiej. Chodziłam na mecze z aparatem, by zrobić mu zdjęcie. Co to był za fejm w lokalnym liceum, gdy kapitan drużyny machał mi do zdjęcia. A jakie później było moje rozczarowanie, gdy zdjęcia nie udało się wywołać.  To były czasy pierwszych telefonów komórkowych, gdy kultowa Nokia 3310 była spełnieniem marzeń (tęsknie za nią!).  Kiedy wydawało mi się, że przejdziemy na wyższy poziom znajomości, wraz z głową  wypełnioną poradami z „Dziewczyny” i „Bravo” nasze drogi rozeszły się niespodziewanie za sprawą rodziców („bo uczyć się trzeba, a nie latać za chłopakami”). Były to lata, gdy najskuteczniejszym środkiem antykoncepcyjnym był zakaz rodziców. Zresztą może i dobrze, biorąc pod uwagę rady z gazety. Moja pierwsza miłość nadal gra w kosza z łobuzerskim błyskiem w oku, a poza tym jest oddanym mężem i ojcem, co bardzo się chwali.

Potem spotkałam miłość rozsądną, bo przecież wypadałoby się z kimś już związać. Jeśli na studiach tworzy się pewną grupę, a w niej znajdują się samotne jednostki, to jestem prawie pewna, że prędzej lub później stworzą parę. Przecież wszędzie chodzicie razem, doskonale się dogadujecie, posiadacie podobne plany na przyszłość, wspólne cele. To musi się udać! Otóż, nie musi. Bo z rozsądku to można zażywać witaminę D zimą, a nie wiązać się z drugim człowiekiem. Jeśli nie ma najmniejszego trzepotania serca, to przysłowiowa dupa. Obecnie moją rozsądną miłość wzięła żonka pod pantofel, więc kulturalnie wymieniamy uprzejmości.

Kolejno spotkałam miłość Złą. Występuje, wtedy gdy jedno kocha ślepo, a drugie to wykorzystuje z pełną premedytacją. Mało bystra jestem, że nie zorientowałam się w czasie? Wiecie, jak to jest, zawsze się wie o takich sprawach. Moim zdaniem każda zdradzana kobieta doskonale się orientuje, że mąż doprawia jej rogi. Mało tego, nawet wie z kim. Niestety po prostu czasem nie ma siły i odwagi, by powiedzieć STOP! Dlaczego? Nie wiem, ale jest hasło wytrych, powtarzane jak mantra „Jakoś to będzie” lub „Bo w gruncie rzeczy on jest dobry”. Phi.. Tylko dokopać się do gruntu bardzo trudno. Mam ochotę czasem krzyczeć „dziewczyno uciekaj!” Jednak potem przypominam sobie o prostej mądrości, że  nie oceniam, bo jeśli nie przejdę się w jej butach, to pojęcie o ich życiu mogę mieć mgliste. Gdzie moja zła miłość? Po drugiej stronie miasta pewnie liczy hajs, bo hajsiwo to przecież rzecz najważniejsza w jego małym życiu.

Były jeszcze miłości i miłostki, każda tak samo ważna, potrzebna. W ogólnym rozrachunku jednak widzę więcej zysków niż strat. Przecież poznanie drugiego człowieka jest niezwykłą przygodą, wraz z którą zyskuje nowe doświadczenia, które budują mnie i mój charakter. Każdy spotkany w moim życiu mężczyzna, chcąc nie chcąc coś do niego wniósł, zarówno duchowo, jak i materialnie. Z tym że kwestie duchowe pozostają, bo po materialnych to nie ma już śladu.

Miłość w dzisiejszych czasach

Gdzie teraz jest moja miłość? Przecież życie nie znosi próżni, więc gdy jedna miłość odchodzi w cień, powinna pojawić się nowa. Niestety w obecnych czasach o nią trudno. Aktualnie ludzie, zamiast się kochać wolą się układać. Prawie, że dosłownie, jedno na drugim. Nawet mamy na to taką ładną amerykańską nazwę „Friends with benefits”. Czysty i prosty układ, który z założenia ma być źródłem rozkoszy i bliskości. A któż z nas ich nie potrzebuje? Wydawać by się mogło, że dla tych, którzy z jakichś powodów nie chcą lub boją się trwałych związków i poważnych relacji, to rozwiązanie idealne. Czy aby na pewno? Czy rzeczywiście układ “przyjaciele na seks” daje same pozytywy i jest źródłem wyłącznie radości?

Wyobraź sobie, że jesteś singielką, która ma oddanego przyjaciela, z którym może podzielić wszystkie troski i smutki. Doradzi w każdej kwestii, pocieszy, rozweseli. Ów przyjaciel również samotny. Aż się prosi, by wejść w bliższą relację. Nie czujecie chemii, nie pragniecie i nie pożądacie. Gdy ktoś Was pyta, czy istnieje przyjaźń damsko-męska, odpowiadacie – “oczywiście, jesteśmy tego przykładem!”. Pewnego wieczoru siadacie jak zawsze przez tv, gadając o tym lub tamtym, mniej wzniosłym temacie. Ktoś wpada na pomysł, by pobiec do żabki po wino. Kieliszek po kieliszku, rozmawiacie o wszystkim i nagle… coś się zmienia. Atmosfera przestaje być swobodna, a wy zamiast przyjacielskiego buziaka, wpadacie w wir pocałunków. Co dalej nie napiszę, każdy wie. Rano budzicie się z podwójnym kacem, nie wiadomo który gorszy. Ten poalkoholowy czy moralny? Pozostaje decyzja co dalej? Nie planowaliście związku, to idziecie na układ.

Z innej beczki, poznajesz fajnego faceta. Znajomość zapowiada się na ciekawą przyjaźń. Te same zainteresowania, godziny wspólnych rozmów, podobny światopogląd. Potem niby przyjaźń rokuje na dobrze zapowiadający się związek. Na końcu lądujecie w czymś „pomiędzy”, bo on boi się odpowiedzialności, bo miał tysiąc innych związków, które się nie udały. A ona jest tak samotna, że decyduje się na jakąkolwiek namiastkę bliskości? Uzgadniają, że idą na układ.

Jeszcze można odpalić tindera. Spotkać się. Uzgodnić, że seks w każdy wtorek od 15.00 do 18.00 plus w gratisie kolacja. We wszystkich trzech przypadkach proponuje wezwać jeszcze notariusza, który sporządzi stosowną umowę określająca prawa i obowiązki pomiędzy stronami układu. I jak by nie omówić, jakby nie uzgadniać w tym wszystkim jest kruczek prawny, mała pułapka, która czyha na nas drogie koleżanki. Ponieważ kobieta jest tak skonstruowana, że jeśli rozpocznie, regularnie sypiać z jednym mężczyzną to się do niego przywiąże, od przywiązania do ślepej miłości krótka droga. I możesz zaprzeczać, wywijać kolibra rzęsami, albo inne stójki lub udawać blondynkę (bez urazy dla blondynek, sama jakiś czas nią byłam), ale taka jest prawda. Jeśli uważasz inaczej, to możesz się okłamywać, ale jak już Ci nie starczy sił to koleżanka bulimia czy anoreksja pod rękę z butelką wina zapuka do drzwi. Świat jest stary, żyjemy od wielu lat, tak jesteśmy stworzeni. Ewolucja nie uwzględniła układów. Jak się panowie mają w takich sytuacjach, to nie wiem, nie przepytałam żadnego, chociaż pewien sąsiad uskutecznia ten proceder, ale o tym może innym razem.

Drogi Czytelniku to nie świat jest zły, to my czynimy go takim. Miłość pewnie gdzieś jest, tylko my sami ją wygnaliśmy, godząc się na układy. Wypaczamy związki. Nie szanujemy drugiej osoby. Jest to smutne, że zaspokajamy się substytutami. Co nas do tego pcha? Wygoda? Strach? Pewnie po części. Jedno jest pewne, tak długo mężczyźni będą składać propozycje FWB, jak długo kobiety będą się na to godzić.

Jakoś zdecydowanie nie mój target, wolę być singielką biegającą z randki na randkę, przecież w końcu lubię poznawać nowych ludzi. Gadać też lubię godzinami. A miłość? Gdzieś jest, wszak pisałam, że życie nie znosi próżni..

Unlimited WordPress Theme by Compete Themes