Skip to content

CALL ME VALENTINE

Otagowano jako: Inspiracje

Litości! Litości! Otwieram dziś pocztę, nie wiem, co mnie pokusiło, jakie licho siedziało mi na ramieniu i szeptało, że może w folderze spam jest mail dotyczący intratnej współpracy. Nie było, żadna wiadomość nie zakotwiczyła tam przez przypadek. Jednak ile ja tam dobroci reklamowej znalazłam szczególnie z okazji jutrzejszego święta zakochanych. Napisała do mnie wróżka Amala (tak, ja też w pierwszej chwili przeczytałam Anala), że jeśli zadzwonię, to mi przyszłość przepowie. Wiecie na podstawie mojego głosu. Niesamowite? Może ja taki interes otworzę? Ciekawe czy ma specjalizację z foniatrii, czy audiologii? Kolejna reklama informowała mnie jakie badania powinien zrobić mężczyzna po czterdziestce. Oj, kiepski research, bo w najbliższym otoczeniu mężczyzny w kryzysie wieku średniego nie posiadam. Jeszcze jakiś Couch mnie instruował jak mam spędzić walentynki w samotności. A wiecie, jak ja lubię Couchy, pokazuje im język i środkowy palec. Biznes, biznes, biznes.


Wtem w tym gąszczu znalazłam wiadomość z mojej może nieulubionej galerii handlowej, ale bywam w niej codziennie. Oni mogli mnie dobrze przeszpiegować. Może jakąś trafną ofertę mi przysłali? A może gorzej dowiedzieli się, że zdradziłam ich na rzecz innego centrum. W dodatku kupiłam w tym tygodniu w nim rewelacyjne sandały. Tak w lutym, przecież każda szanująca się kobieta biegająca za promocjami wie, że sandały kupuje się w lutym a kozaki w lipcu. Co nie? Co tak!


Spersonalizowana oferta promocyjna zachęca mnie oraz mojego partnera. No i mamy pierwszy problem, bo partnera brak. Jednak ja dziewczyna pracująca, ponadto mieszkająca w bardzo tolerancyjnym mieście, gdzie tęczowe flagi wiszą w oknach, a ulicami jeździ samochód z bilbordem informujący o ilości przeprowadzonych aborcji w jednej z najlepszej klinik ratujących życie maleńkim kilkuset gramowym dzieciaczkom – o tym, to już na bilbordzie nie było. Więc ja postanowiłam pożyczyć od Garyśkowego męża na te promocje jego połowice. No co jesteśmy tolerancyjni, kto powiedział, że para to tylko kobieta i mężczyzna? Pytam się tu z tego miejsca, a właściwie strony?


Dzięki Gabryśce, a raczej szczodrości jej drugiej połowy zyskam w Mount Blanc na hasło „Słodkie Walentynki” drugą czekoladę za – 50%. Mniam! Ogólnie rzecz biorąc, nie myślałam o czekoladzie, ale skoro jest prom to dlaczego nie? Zdradzę Wam sekret, uwielbiam ich gorącą białą czekoladę, tylko nie ma jej w promocji. W niedawno odkrytym przeze mnie Kontigo jest promocja 2+1 za grosz na kosmetyki BioLove, czyli ja jeden, Gabi jeden i dla męża ten za grosz. Jaka okazja. Wow! Mąż pewnie potwierdzi. Co?


Wędrując dalej, mogę w sklepach z bielizną (Dalia) zakupić czerwone zestawy za – 15 %. Intimissimi kusi pogłębioną wyprzedażą z czerwonego plakatu. Triumph daje -30% na druga rzecz. Mam nadzieję, że to biustonosz do majtek, a nie lewa pończocha do prawej. Biżuterii w cenach promocyjnych mogę mieć na przysłowiowe kopy. Briju oferuje nawet – 30% na obrączki. Matko! Może muszę kupić na zapas? Gabryś z kolei mówi, że powinnyśmy kupić spodnie w Big Star, bo druga para za -50 %. Dill jest taki, kupimy jedną parę za 249 zł oraz drugą parę za 124,50 zł, czyli łącznie jedną za 186,75 zł. Jeśli ktoś potrzebuje, to ma okazję zaoszczędzić ponad 50 zł, tak na obiad. Na końcu pójdziemy do Vision Express po okulary korekcyjne, podobna prom jak ze spodniami. Szkoda tylko, że żadna z nas nie ma problemu ze wzrokiem.


Promocje, promocjami. Same okazje. W portfelu zamiast więcej jest o wiele mniej. Moją ulubioną promocją kiedyś były „Środy w Orange”, czyli dwa bilety do kina w cenie jednego. Skoro za bilet zapłaciłam połowę, to mogę jeszcze iść na kolację. Ponadto połowa Poznańskich kin jest w Galeriach, więc przy okazji jakaś bluzeczka, buty czy skarpetki wpadły. Z tej promocji straciłam więcej niż normalnie. Tak to się często odbywa, jak się traci głowę. Z drugiej strony pewnie są też zwolennicy. Ilu ludzi tyle teorii. Ja czasem lubię sobie zaszaleć i kupić pięć koszulek po 9,99 zł każda. Och! Te szaleństwa statecznej trzydziestolatki. Na Dubaj mnie nie stać.


Wracając, do walentynek to ja nie mówię, że ja muszę iść na te zakupy. Ja mogę zmienić plany. Naprawdę. Jeśli tylko zaprosi mnie, jakiś przystojniak na randkę to rzucam wszystko, zadzieram kiecę i lecę. Ostrzegam jednak, że wymagania posiadam, otóż mój wybranek musi mieć SUV-a, ale ponad połowa poznaniaków zakupiła SUV-y, więc chyba to nie problem. Pewnie promocja w salonie była. Wyprzedaż rocznika 2018?
Dlaczego akurat SUV-a pewnie się zastanawiasz Drogi Czytaczu? Już wyjaśniam. Jak wiecie, czasem mój gust muzyczny jest pełen absurdów tak jak dzisiejszy felieton. Aktualnie moim przebojem numer jeden stał się kawałek „Kupiłem SUVA” discopolowej formacji JOŁ. Pierwszy raz usłyszałam ten powalający przebój na parkingu podziemnym, gdy sąsiad przyjechał swoją nową furą. Pogratulowałam mu dystansu do siebie. Z tego miejsca też chce powiedzieć, że nie prawdą jest, jakoby mężczyźni mieli sobie rekompensować pewien brak dużym samochodem. Nie sprawdzałam, ale Wróżka Zębuszka mi mówiła, że panowie lubią mieć zabawki, a w takim SUV-ie to można sobie kierownice podgrzać, poprzyciskać różne przyciski. I fajnie jest. I jest the best!


Drodzy Czytacze, jeśli przeczytacie, usłyszycie w radiu o pewnych ludziach, którzy zostali eksmitowani z powodu zbyt głośnego słuchania muzyki, wychwalającej SUV-a, to ja i mój sąsiad. Mam nadzieję, że wtedy w promocji może już wielkanocnej otrzymamy nowe mieszkania albo po SUV-ie.

Unlimited WordPress Theme by Compete Themes