Skip to content

Baby Babom, czyli o Babim Targu

Otagowano jako: Inspiracje

Babi Targ jest odmianą, znanych już wcześniej na zachodzie „swap party”, czyli imprez polegających na wymianie ubrań. Początkowo ciuchami wymieniali się głównie Amerykanie i Brytyjczycy, szczególnie z klasy średniej. Warunek był jeden: rzeczy musiały być w doskonałym stanie, najlepiej markowe. Chodziło o to, by bez wydawania wuchty bejmów skompletować nową garderobę.

Pierwszy Babi Targ odbył się 12 lat temu w klubokawiarni Meskal w Poznaniu i zainaugurował działalność Babilądu. W pierwszej edycji wzięło udział czterdziestu uczestników. Aktualnie w imprezie uczestniczy kilkaset osób. Wydarzenie jest organizowane w Poznaniu oraz wielu innych miastach Polskich. Można wymienić się ubraniami, sprzedać lub kupić. Targ stał się  idealną okazją zarówno dla tych, którzy lubią wietrzyć swoje szafy, jak i dla poszukiwaczy ciekawych i nietuzinkowych rzeczy. Organizowane są również specjalne edycje Babiego Targu skierowane głównie do rodziców, czyli Mami Babi Targ. A jak czytamy na stronie organizatora, jest to najstarsza i największa tego typu impreza w Polsce.

Technicznie wygląda to tak, jeśli chcesz pozbyć się nadmiaru ubrań z szafy to kupujesz bilet dla wystawcy w cenie 35 zł. Uwaga! Słyszałam, że rozchodzą się niczym ciepłe bułeczki! Bilet dla wystawcy upoważnia do sprzedaży ubrań na stoisku o wielkości 1 × 1,5 metra. Odzież można przynieść w dwóch torbach/walizkach/kartonach – ile do nich „upcha” sprzedający to już jego sprawa. Na profilu fb można rezerwować wieszak, ale też obiło mi się o uszy, że szybko się rozchodzą. Najlepiej przyjść ze swoim (a ja głupia dwa lata temu wymieniałam wieszak na koc– wymiany sąsiedzkie też są spoko). Wycena według fantazji właściciela. Sprzedający może dokupić bilet dla pomocnika w cenie 5 zł. Dla odwiedzających również wlotka 5 zł.

W ostatnią niedzielę Babi Targ odbywał się na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich (MPT). Jest to najstarsze poznańskie centrum kongresowe, na którym odbywa się szereg prestiżowych, różnorodnych eventów. W ten weekend równocześnie odbywały się Targi LOOK i beautyVISION oraz Tattoo Konwent, na którym można było sobie zrobić dziarę w ciemno. Ciekawe ilu się skusiło?

Zdjęcia: K PICTURES

W niedzielny poranek na terenie targów zgromadziło się  wielu sprzedających i kupujących. Na pół godziny przed imprezą do wejścia ustawiła się kolejka niczym przed mięsnym za komuny, która nie ukrywam, wywołała moje ogromne zdziwienie. Przy okazji pragnę pozdrowić Panią kierująca tą kolejką. Myślę, że przy niej niesubordynacja jest niemożliwa. Ordnung muss sein!

Po przekroczeniu wejścia do hali zaskoczyła mnie na pewno atmosfera podniecenia, bo oto otworzyły się wrota raju dla poszukiwaczek okazji, którym niestraszne są ubrania z drugiej ręki. Te bardziej zaprawione w bojach ruszyły na zakupy z dużymi torbami z IKEA. Sprzedawcy z kolei radośnie zacierali ręce. Było pewnie też słychać brzęk monet.

Można było znaleźć perełki od renomowanych projektantów, stare dobre ciuchy z sieciówek, ciekawe „no-name” oraz szmaty.  Jak w każdym większym lumpeksie z tym plusem, że w tym wypadku widzę, od kogo kupuję ubrania. Tutaj chciałabym opisać swoje wrażenia, ale przepadłam pomiędzy wieszakami. Nawet się nie obejrzałam, a po godzinie miała całą torbę nowych ubrań. Nie wspominając o tym, że nie zauważyłam, kiedy zgubiłam koleżanki. Swoją drogą one nie zauważyły, że zgubiły mnie. Takie łowy wciągają! A z mojej strony to najlepsza rekomendacja!

Zdjęcia: K PICTURES

Słyszałam opinie, że podczas tej edycji były wysokie ceny, ale na boga, szanujmy się, byłam świadkiem, jak ktoś chciał wytargować New Balance za 50 zł. W takiej cenie to tylko repliki (takie nowe zgrabne określnie podróbki) na chińskich stronach. Targowanie jest wskazane, ale nie żebractwo.

Reasumując, jestem wysoce ukontentowana! Nic nie cieszy bardziej niż droga kurtka w cenie 40 zł. Wessała mnie atmosfera targowiska, żyłka handlowca obudziła się we mnie, bo przecież handlarką byłam w poprzednim wcieleniu. W obecnym też wyznaje zasadę taniej kupić drożej sprzedać. Poza tym uważam, że obrót towarem jest wskazany. Przecież ubrania to niezły kapitał. Carrie Bradshaw inwestowała w sandały Manolo Blahnik. To ja mogę w kurtkę Michaela Korsa. Ancug jest odpowiedni!

„Zero Wast” byłam, nawet jak nikt o tym pojęciu w Polsce nie słyszał. Zasadę tę wyssałam z mlekiem matki. Nic nie może się zmarnować. Jeśli nie można sprzedać, należy przerobić lub wykorzystać w inny sposób. Dlatego zrobiłam szybki research zawartości szafy, nadwyżkę mam zamiar rozsprzedać na następnym Babim Targu. Czekam z niecierpliwością.

Czytałam, że ekonomiści zastanawiają się, czy rezygnacja z zakupów nowych produktów nie spowoduje zmniejszenia wewnętrznej konsumpcji w gospodarce. Bzdura! Przecież kobiety od wieków handlują używanymi ubraniami. Zmieniają się tylko formy od wymian międzysąsiedzkich, poprzez lumpeksy, kończąc na portalach internetowych. Mi forma Babiego Targu w szczególności przypadła do gustu. Jest to pewnego rodzaju wsparcie pomiędzy nami babkami, a od dawna nawołuje, że powinnyśmy się wspierać. Chociaż handlującym Panowie również byli. Co się ceni!

Droga Czytelniczko, jeśli Twoja szafa pęka w szwach i pełna jest ubrań, a Twoje półki uginają się od nadmiaru butów. Do tego masz żyłkę handlowca oraz gen przekupki to BABI TARG jest idealny dla Ciebie. Może spotkamy się na następnym?

Na koniec zagadka z gwary poznańskiej!
Co to “ancug”?

Unlimited WordPress Theme by Compete Themes