Skip to content

Ze zdradą mu do twarzy

Otagowano jako: Relacje

Wyobraź sobie, że w Twoim Klubie Fitness pojawia się nowy przystojny trener. W innej rzeczywistości pojawia się nowy przystojny sąsiad. W sumie to wyobraź sobie, to na co masz ochotę, ale jeden warunek musi być spełniony, a mianowicie, że pojawia się w tej iluzji mężczyzna, który sprawia, że nogi Ci miękną, cycki sterczą, wagina szaleje, a zdrowy rozsądek udał się na zasłużony urlop. Wyobraźnia daje nieograniczone możliwości, więc rozpoczynacie niezobowiązujący flircik. Kokietujesz go, on Cię uwodzi. Wiecie, o czym piszę, to te niby przypadkowe muśnięcia opuszkami palców, zalotne spojrzenia prosto w oczy, żarty i żarciki, poprawianie włosów, prezentowanie się jak z najlepszej strony, niecierpliwe oczekiwanie na smsa, nowe perfumy, duży dekolt i wiele, wiele podobnych. Nagle trach, okazuje się, że on ma dziewczynę/ narzeczoną/ partnerkę/ żonę – proponuje skreślić trzy propozycje, czwarta będzie prawidłowa. Jednak Ty już puściłaś wodze fantazji. On nadal flirtuje, nawet w porywie złego humorku informuje Cię, że jego ukochana jest wredna/ tępa / głupia / zaborcza/ nie sprząta / za dużo pracuje / za bardzo interesuje się dziećmi, a nie nim (właściwe zaznaczyć) a co z tego wynika, że w związku się nie układa (tere-fere). Teraz już tylko od Ciebie zależy czy grasz dalej w tę gre, karty są znaczone, jaki będzie wynik, tego nie wiedzą nawet najstarsi górale. Zawsze mnie zastanawia, ile kobiet podejmuje wyzwanie, a ile się kryguje na takie „porządne”, a gdy nikt nie widzi, to dupa szaleje. Ja na potrzeby tego wpisu zakładam, że rozum mojej wyimaginowanej bohaterki przebywa nadal na urlopie, więc romans się rozkręca.

Niby literatura faktu, albo raczej prasa kobieca, którą czytam, pobieżnie tylko na kanapie u fryzjera podaje, że są różne poziomy zdrady. Każdy człowiek pewnie ma swoją skalę, dla jednych zdradą są już czułe SMS-y, dla drugich wspólne kawki, inni jako zdradę traktują tylko i wyłącznie stosunek seksualny. Trochę to bzdura, bo moim zdaniem jedno prowadzi do kolejnego wtajemniczenia. Od czułego SMS-a poprzez wspólny obiad do łóżka to chyba ten najgorszy scenariusz, bo wtedy tworzy, się wieź emocjonalna, prędzej czy później, ktoś zrobi o krok za daleko. W tej całej tragikomedii już chyba szybki spontaniczny seks jest lepszy. Pykło, było i nie ma. Może się zdawało?

Temat chodził mi po głowie od dłuższego czasu, pokusiłam się więc o przeprowadzenie, krótkiego researchu. Wyróżnić można następujące typy mężczyzn skorych do zdrady:

– Koneser nowości – kiedy poznaje nową kobietę, wydaje mu się ona księżniczką z bajki. Wszystko jest nowe, oszałamiające, fascynujące. Niestety tak szybko, jak się zaczęło, tak szybko się kończy. Księżniczka z bajki okazuje się egzemplarzem, jakich tysiące, więc szuka nowych podniet, niekoniecznie wcześniej rozstając się z księżniczką. Taki infantylny Don Kichot, w pogoni za wiatrakami, tfu kobietami.

– Karierowicz – dla niego kobiety to załączniki do pakietu „pnę się po szczeblach kariery”. Pewnie się zwiąże z kimś na stałe, bo tak wypada, bo ładnie się prezentuje, bo załatwi mu awans społeczny itp. Z tych samych powodów zdradzi. Proste. Wiecie co, ja życzę takim typom, że jak już wejdą, po wszystkich szczeblach drabiny okaże się, że była o złą ścianę oparta. Taki to oto psikusik losu.

– Nałogowiec – uzależniony od seksu, cóż nie będę się nabijać, bo kompulsywne zachowania seksualne to choroba. Jeśli nie jest chory to wcześniej czy później coś się trafi, tak to bywa. Przykre jest, że sieje zarazę dalej.

– Super Samiec – nieustannymi flirtami, romansami poprawia swoją samoocenę. Zdobywanie kolejnych kobiet daje mu poczucie „super męskiej mocy”. O swoich podbojach opowiada kolegom, potem „pomałpują” trochę, czyli będą wydawać gardłowe dźwięki, klepać się po plecach i żłopać piwo. Super bohaterem wśród swojego gatunku to on nie jest, bohaterem też nie jest, w sumie to chyba taki maluczki jest. Kompleksiki, kompleksiki.

– Starzejący się maczo – sztandarowa produkcja. Cały czas mu się wydaje, że może zaliczać panienki niczym na studiach, a skronie posiwiałe. Myślę, że każda kobieta ma w towarzystwie mało uroczego starszego pana, który ciągle próbuje, bo może się uda. Mnie oni szczególnie obrzydzają, przeważnie mają rozpiętą koszulę, z które ostentacyjnie siwe futerko wystaje. A! Jeszcze obowiązkowy duży złoty zegarek. Znałam też jednego, który się regularnie farbował. Bleee! Mam nadzieję, że żony tych staruszków, dobrze się bawią w Ciechocinku.

W tej układance ludzi możemy ponumerować następująco. Numer jeden, czyli on. Numerem dwa to kochanka. Numerem trzy oficjalna połowica. Jak ktoś chce może sobie zmienić numeracje, ale schemat jest podobny. Numer dwa świadomie lub nieświadomie pozostawia po sobie ślady, czyli włosy na siedzeniu w samochodzie, pomadkę na kołnierzyku (naprawdę takie rzeczy się dzieją, to nie trik z filmów), kolczyki na podłodze, zapach perfum, zagubione bibeloty, smsy. Co odważniejsze przedstawicielki mojego gatunku gubią bieliznę w widocznym miejscu. Numer jeden zaczyna się denerwować, wtedy wykonuje nieskoordynowane ruchy. Natomiast numer trzy już jakiś czas temu się wszystkiego domyśliła, teraz siedzi i myśli. Kochana masz do wyboru bramkę numer jeden, za którą przymkniesz na wszystko oczy, będziesz udawać, że nic się nie dzieje. Bramka numer dwa, za którą zaczniesz walczyć o związek. Bramka numer trzy za nią czeka nowe wspaniałe życie, bez Pana numer jeden.

Amerykańscy badacze już dawno stwierdzili, że zdrada jest naturalnie wpisana w charakter każdego człowieka. Boimy się tylko reperkusji tego faktu. Może ten strach to jest ta cała moralność? Może nie. A ja autorka tego bloga, zaraz sprzedam Wam gorzką pigułkę, która zawiera taką prawdę, że mężczyźni zdradzają, bo my kobiety na to pozwalamy (myślę, że zdecydowanie więcej niż 50%). Przebaczamy. Czasem nawet bierzemy winę na siebie. Dajemy ciche przyzwolenie. Nasz numerek jeden pozostaje nadal na pierwszym miejscu. Konsekwencje swoich czynów ponosi małe, czasem żadne. Nie ważne, czy będzie Podstarzałym maczo, czy Karierowiczem, zdradza, bo się nie boi. Wie, że nie stanie się nic, czego on by nie chciał. Nic mu nie grozi. Nikt go nie porzuci, nie zabierze majątku, nie wystawi za drzwi walizek. Powinno być inaczej. Kochanka z tego tekstu powinna, powiedzieć stop w momencie, gdy się wydało, że nasz przystojniaczek przez jakiś czas zapominał o ukochanej (nie wiem, w mieszkanie mu się wkomponowała, pomyślał, że to mebel?). Towarzyszka życia natomiast powinna raźnym krokiem udać się do adwokata, a nie kontemplować. Tylko że życie nie jest czarno – białe, a pomiędzy ludźmi tworzą się różnego rodzaju zależności. Czasem życie daje pstryczka prosto w nos, więc nie będę dziś głosem sprawiedliwości. A może będę. Co mi tam.  Pisałam kiedyś, że karmy nie ojebiesz, ile dasz, tyle wróci. Tym sposobem kiedyś sprawiedliwości stanie się zadość? Teoretycznie, bo praktycznie mamy to na co pozwalamy. Pozwalasz się zdradzać, no to ktoś Cię zrobi w przysłowiowego chuja. Proste, jak konstrukcja cepa.