Skip to content

Ze zdradą mu do twarzy vol.2

Otagowano jako: Obserwacje, i Relacje

Zawsze uważałam się za osobę nieszablonową, oryginalną z ciekawą osobowością. Drogi czytelniku nie przejdziesz koło mnie na ulicy obojętnie. Nie możesz mnie zaszufladkować, bo z każdej szufladki, wyskakuje niczym królik z kapelusza na pokazie iluzjonisty. Los spłatał mi figla i pokazał, że jest inaczej. Jestem zwyczajna do bólu, pospolita niczym jodła kupowana na święta Bożego Narodzenia. Jednak od początku, zaraz opowiem Wam historię, godną seksu w wielkim mieście, był kiedyś taki serial o czterech przyjaciółkach. Kto pamięta łapka w górę.

Zadzwoniła do mnie w sobotę przyjaciółka Jadźka (tak naprawdę to Jagoda Maria, ale Jadźka się lepiej przyjęło), że należy na nocne łowy się udać, zapolować na przystojniaka z błyskiem w oku. Na propozycję przystałam, bo przecież nie mogę co weekend wcinać czekodżemu i czytać książek. Staropanieństwo jest przyjemne, ale co za długo to nie zdrowo. Dla zdrowotności trzeba z mężczyzną co jakiś czas obcować. Ciotka Antonina zawsze mi tak powiada, gdy na rodzinną wieś zawitam.

Wracając do tematu, wieczorne wyjście to nie jest taka prosta sprawa. Samotnej samicy zabiera bardzo, ale to bardzo dużo czasu. Wręcz pokuszę się o porównanie, że zajmuje nam tyle samo czasu, co profesjonalne przygotowanie się do górskiej wędrówki. Potrzebny jest dobrze zorganizowany plan działania, wyspecjalizowany sprzęt, przyrządy do kamuflażu, motywacja oraz porządna strategia. Przecież należy wyjść z eskapady zwycięsko! U większości kobiet zgodnie z tym, co podaje kolorowa prasa kobieca, wygląda to następująco: długa kąpiel w nawilżających olejkach + dokładna depilacja całego ciała. Nie wiem dlaczego, ale w gazecie fragment o depilacji jest zawsze pogrubioną czcionką. Nie wiem. Ktoś zapomina? Ja nie. Potem balsam do ciała nakładany delikatnymi kolistymi ruchami. Kolejno seksowna bielizna, na to super modne ciuchy. Delikatny makijaż. Nakładany przez godzinę począwszy od konturowania twarzy, kończąc, sama nie wiem na czym, aby było profesjonalnie. Koniec przygotowań wieńczy skropienie się wytwornymi perfumami, które pachną luksusem. Więcej nie powiem, ale kiedyś kątem oka widziałam, jak Sexmasterka prawiła na ten temat, więc odsyłam do źródła. Jeśli ktoś da radę, obejrzeć na trzeźwo w całości niech się zgłosi. Przewiduję nagrodę.

U mnie wygląda to inaczej, na początku stoję długo, bardzo długo przed szafą. Nie mam co ubrać, jak zwykle większa część jest w praniu, druga się suszy. To co w szafie przedstawia obraz nędzy i rozpaczy. Potem zostaje mi mało czasu, więc biorę prysznic, suszę włosy, macham pędzelkami i voila jestem gotowa. Takie szybkie trzydzieści minut, plus gimnastyka przy równoczesnym suszeniu włosów i balsamowaniu łydki. Giętka jestem. Potem tylko wpakuje się obcemu facetowi do auta z wyrazem zdziwienia na twarzy „jak to Pan nie Uber?”. Kiedyś mnie ktoś porwie, ale jest nadzieja, bo znalazłam Pana Ubera wraz z Jadwigą.

W klubie target odpowiedni więc w sumie nic już nie muszę. Skoro na metr kwadratowy przypada, więcej mężczyzn niż kobiet, wystarczy spokojnie poczekać. Zaraz się trafi przystojniak z grubym portfelem niczym Mr. Big ze wspominanego powyżej serialu. Jest. Już podchodzi. Błysku w oku nie widzę, ale przystojniak jak ta lala. „Gadka szmatka, na imię mi Karol, postawię Ci drinka, piękne oczy masz”. To tak w telegraficznym skrócie. Potem oświadczył, że jest poliamorystą. What? Że kurwa kim? Co to jest? Brzmi jak choroba, jednakże lubię poszerzać horyzonty, więc czekam na rozwinięcie z zainteresowaniem, które powoduje, że oczy mi się robią coraz większe ze zdziwienia. Bo proszę Państwa Drogich poliamoryzm to nie choroba, to wielomiłość. Zdaniem kolegi Karola coś bardzo cudownego i wzniosłego. Natomiast wujek Google podaje, że to nurt polegający na tworzeniu nowych związków, w których stali partnerzy są otwarci na poznawanie nowych osób i wielokrotne zakochiwanie się. Zdaniem Karolka nie ma nic złego w miłości do kilku osób i jawnym współżyciu z wieloma partnerami. Nadto uważa, że człowiek może kochać, więcej niż jedną osobę równocześnie. Ba może nawet współżyć z wieloma osobami równocześnie. No pewnie, że może tylko ja naiwna myślałam, że to orgia a nie wielomiłość. Zresztą co ja wiem, ja zwykła dziewucha ze wsi jestem. Jako niezbity argument, mój z całą pewnością nienowy kolega dodał, że taki układ zapobiega licznym dramatom, kiedy jedna z osób zostaje porzucona, gdy partner zauroczy się kimś innym. Tu nie trzeba wybierać, bo daje się przyzwolenie na jawne kochanie kilku osób. Warunek jest jeden – wszyscy w związku muszą o sobie wiedzieć i wzajemnie się akceptować. Trzeba także dbać i troszczyć się o każdego z partnerów w równym stopniu. Jezus i Maria co za stek bzdur! Mój Karolek myślał, że ja się skuszę, bo w jego ocenie doskonale pasuje do tego układu. Kurwa mać, skąd ja ich biorę? Panie Boże, dlaczego wysyłasz do mnie wszystkie nie wypały? Czy ja mam na plecach napisane zaopiekuję się każdym dziwadłem? Przecież ja się ledwo sobą opiekuję. Miał być Mr. Big, a dostałam bardzo kiepską wersję „Och Karol vol.3”. Następnym razem to ja proszę, a wręcz żądam wokalisty Imagine Dragons.

Tak jak pisałam, na wstępie jestem zwykła do granic możliwości. Mało tego jestem tradycjonalistką, wyznaje monogamię. No przyznam, czasami zdarzają mi się flirciki, głupotki mi w głowie, coś tam o lodach w środę zdarzyło mi się napisać. Jednak monogamia jest dla mnie tak naturalna, jak oddychanie. Nie nudzi mi się. Uważam, że leży u podstaw każdego dobrze dobranego związku, bo skoro mam na własnym podwórku wszystko, czego pragnę to, po co rozglądać się za czymś innym? Jest miłość, jest dobry seks, jest rozmowa, jest kłótnia. No to wszystko gra? Tak w pobieżnej i szybkiej analizie. Przecież nie da się być otwartym na innych i przeżywać niegasnącej miłości do partnera. Ja nie potrafię. „Och, Karol” to tylko film, zresztą też nierewelacyjny. Jeśli ktoś odczuwa potrzebę przeżywania przelotnych znajomości podszytych wiatrem namiętności, to na jego związkowym podwórku coś nie tak. Może to stagnacja? Brak bezpieczeństwa? Rozmowy? Temat rzeka nie mam siły się rozpisywać, Karolek ze mnie wyssał resztkę. Zresztą rozkminy singielki o związkach to trochę jak opowiadanie o wizycie w muzeum: „Tak w podstawówce byłam, później w liceum, całkiem nie dawno też weszłam do jednego, kiedyś jeszcze wpadnę do innego. Eksponaty były ciekawe”.

Jednak wracając do Karolka, bo temat ciekawy, czy godny zgłębienia to nie wiem, ale swoją drogą nieźle sobie koleś wykombinował. Poliamoryzm brzmi lepiej niż cudzołóstwo. Dla mnie cały ten nurt to jawne przyzwalanie na zdradę, jawne godzenie się na bycie jedną z wielu, a nie jedyną. Kobiety o bardzo niskim poczuciu własnej wartości godzą się na taki układ. To nie może się udać. Gdzie zazdrość? Zaangażowanie? Oddanie? Nie przemawia to wszystko do mnie. Ponieważ królowa może być tylko jedna. A Karolkowi, który nieświadomie został bohaterem dzisiejszej notki, na pewno ze zdradą do twarzy.

Oczywiście oczarował mnie swoją historią w ramach nagrody dałam mu wizytówkę koleżanki – lekarza psychiatry. Ona lubi wyzwania. Ja natomiast się cieszę, że mam dużą dozę optymizmu i dystansu do świata. Przydaje się.