Skip to content

Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma

Otagowano jako: Obserwacje

Coraz bliżej święta. Coraz bliżej święta. Coraz bliżej święta. Przyjazny staruszek z długą siwą brodą już pędzi swoją ciężarówką, by 19 grudnia znaleźć się w Poznaniu. Pewnie pójdę posiedzieć Mikołajowi na kolankach, może mi przyniesie złoty łańcuszek z Apartu pod choinkę. Jeśli nie to chociaż spersonalizuje sobie puszkę z Coca-Colą, cokolwiek to oznacza. Okaże się.

Święta tuż, tuż… Wszystkim spędzają sen z powiek, ale pewnie singlom trochę bardziej.  Przy wigilijnym stole będzie ciocia Zosia, która zapyta o przyszły ożenek oraz kiedy rozkoszne różowe bobaski będą przy tym stole uroczo rozchlapywać barszcz. Ona w „tym wieku” (wpiszcie sobie cyferkę) to już Stasia/Kazia/Henia (niepotrzebne skreślić) do szkoły prowadzała. Jeśli słyszysz to pierwszy raz to kiwasz spokojnie głową, bo przecież kobiecina chce dobrze. Drugi raz to próbujesz wszystko delikatnie obrócić w żart. Trzeci, trzynasty, trzydziesty trzeci masz ochotę powiedzieć coś kontrowersyjnego w stylu „Za bardzo cenię sobie swoją rozwiązłość seksualną, by związać się z jednym mężczyzną. Niestety bigamia jest w Polsce zakazana. Co ciocia myśli na ten temat? Smaczny karp?”. Jeśli ktoś skorzysta z rady, to proszę o prywatną wiadomość z wrażeniami. Cioci rzecz jasna. Ja nie wypróbuje, mnie się boją zadawać takie pytania. Zabijam wzrokiem, jestem lepsza niż bazyliszek.

Chodzę sobie po tym świecie, ze zgrozą obserwuję jak „kobieta, kobiecie, kobietą”. Wszelkie skojarzenia zamierzone. Zrobiły się dwa obozy. W jednym są stateczne mężatki z dziećmi, które marzą, żeby chociaż na sekundę wskoczyć w kiecę i pokręcić szczupłą pupą w klubie, tymczasem z rodzinką ubiorą choinkę. W drugim singielki, które mogą pokręcić pupą. Cichutką marzą, aby nie ubierać choinki w samotności. Nikt się do tych majaków nie przyznaje bo trzeba twardym być, a nie miękkim, ale wszyscy w skrytości ducha marzą o rodzinnych świętach niczym z reklamy Apart, Merci czy Coca-Coli.

Mogłabym teraz wzniecić burzę, pod szyldem kto komu pokaże gest Kozakiewicza, ale właśnie takiego wała, nie chce mi się. Nie wiem, kto ma lepiej, samotni, w rodzinach czy geje i lesbijki? No nie wiem. W zamian opowiem historię, która mi podesłał jeden z Czytaczy „Moskwa. Zima. Śnieg. Chłopczyk systematycznie, niczym automat, napierdala śnieżkami w okno. Tłucze w końcu szybę, wybiega stróż i zaczyna wrednego gówniarza gonić. Stróż goni, dziecko ucieka i myśli: „Po chuj mi te śnieżki, po chuj mi te okna, po chuj mi ten image wrednego, małego skurwysyna? Dla kogo ja się tak popisuję? Ech, byłbym szczęśliwy, leżąc sobie w domu na kanapie z herbatą, czytając książkę mego ulubionego pisarza – Ernesta Hemingwaya”. Hawana. Ernest siedzi w ogromnej willi, wali wściekły w maszynę i myśli: „Po chuj mi to wszystko? Po chuj mi ten image twardego skurwysyna, po chuj mi ta literatura, po chuj mi ta Kuba, trzcina cukrowa i upał? Ech, byłbym szczęśliwy, siedząc ze swoim przyjacielem Andre Maurois w Paryżu. Wzięlibyśmy butelkę rumu, dwie ładne dziwki, porozmawiali o życiu, pośmiali się trochę. Świat od razu nabrałby barw”. Paryż. Andre Maurois leży w sypialni na ogromnym łożu i posuwa leniwie od tyłu piękną dziwkę, równie znudzoną, jak on sam. Nie przerywając swojej czynności, sięga na nocny stolik po szklankę rumu i opróżnia ją do połowy jednym haustem. Połowę przełyka, drugą wypluwa na jędrne piersi kobiety do towarzystwa. Zaczyna z jednego cycka zlizywać rum, a jednocześnie myśli: „Po co mi ten Paryż, ci głupi, mieszczańscy Francuzi ze swoimi domami, urzędniczymi karierami i kompleksami małych fiutków”? Po co mi te kobiety, które nawet rżną się jakby za karę? Mógłbym być w Moskwie, gdzie mróz, śnieg, siedzieć u mego przyjaciela, Andrieja Płatonowa, przy szklance wódki i dyskutować o sensie życia. Tak wtedy byłbym szczęśliwy!”. Moskwa.. Zima.. Śnieg.. Andriej Płatonow.. W czapce uszance.. W walonkach.. Z miotłą.. Goni małego chłopca i myśli: „Kurwa!!! Jak dogonię, to zajebię gnoja!!!”. Drogi Czytaczu kawał taki był, ta historia ma też swoje miejsce w pewnej książce, którą mam na półce. Autor się przedstawia jako prawnik, więc mi też wypada przedstawić autora, co by mnie nie pozwał. Proszę Państwa Piotr C. „Brud”. Czytałam namiętnie, psychofanką nie zostanę, bo chodzą słuchy, że kobietą jest, chociaż ja nie wierzę.

Dosadne, brudne, ale w tym przypadku musi takie być, bo morał z tego taki drogie dzieci, że wszędzie dobrze gdzie nas nie ma, jak głosi Polskie przysłowie. Anglicy natomiast mówią, że u sąsiadów trawa jest bardziej zielona. Zwał jak zwał, ale myślę, że chodzi o to nieznośne poczucie, że nam czegoś brakuje, że coś nam umyka, że lepiej jest gdzie indziej – w innej rodzinie, państwie czy pracy. Jest to też przekonanie, że inni mają lepiej, są szczęśliwszy niż my. Takie uczucie od czasu do czasu jest ok, ale w nadmiarze szkodzi jego posiadaczowi oraz pewnie wszystkim wokół. Bo ile można słuchać marudzenia?

Może trzeba uznać, że dobrze jest, tak jak jest? Nie jest to łatwe zadanie, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdy wręcz należy nieustannie, gonić za czymś, co jest nieuchwytne. Czasem nie wiadomo do końca co to tak naprawdę jest, ale należy to mieć. Pędzimy niczym amerykanie na Black Friday, po tańszy telewizor. „Marność nad marnościami i wszystko marność” podążając za rozważaniami z księgi Koheleta.

Z takim podejściem, że w innym miejscu jest lepiej, można sobie guza na czole nabić. Zaraz Wam wyjaśnię w jaki sposób. Skoro w tej mitycznej rodzinnie jest lepiej, ludzie są bardziej zadowoleni, to desperacko robimy wszystko, aby mieć to, co oni. Wyidealizowany świat. Desperackie ruchy są desperackie, więc szczęścia tam nie ma. Potem z kolei chcemy znów być szczęśliwymi samotnikami, tylko że tak samo, jak z kiszonych warzyw nie zrobimy już świeżych, człowiek też już inny. Nie każda kobieta musi być „kapłanką domowego ogniska”. Nie każda kobieta musi być niezależną lwicą. Jest jeszcze więcej ról kreowanych przez społeczeństwo. Podzielimy się.

Reasumując, proponuje wyłączyć tryb marzeniowy. Zaakceptować rzeczywistość. Zacząć z niej czerpać pełnymi garściami. Wtedy „ciotki Zośki” ze swoimi radami będą niestraszne. Szczęśliwe mężatki wydadzą się niegroźnymi fanatyczkami. Singielki z gołymi pupami w klubach będą atrakcyjne. Ja sobie sama kupię łańcuszek z Apartu, a co tam stać mnie. Od Mikołaja jedynie spersonalizowana puszkę Coca-Coli poproszę.