Skip to content

Sąsiedzkie klimaty

Otagowano jako: Obserwacje

Lubię miejsca z duszą. Dokładnie nie wiem jak ją opisać, ale czasem, po prostu wiem, że to jest to. Moja dzielnica złą sławą owiana też ma duszę. Dlatego ją kocham, dlatego tu mieszkam. Czasem nie jest na niej kolorowo. Czasem dużo wozów policyjnych z okratowanymi szybami. Czasem z oddali słuchać trzask tłuczonego szkła i krzyki.

Na ulicy z „kocimi łbami” jest tablica upamiętniająca tragicznie zaginionego dziennikarza. I niby wcale się nie boję nią chodzić, to jednak respekt mój wzbudziła. Gdy pierwszego września zeszłego roku około dwudziestej pierwszej, przemierzałam ją dość szybko, było mgliście i drżycie. Stukanie obcasów odbijało się z echem, w złowrogiej ciszy. W oddali majaczyły znicze pod tablicą upamiętniającą człowieka, którego już nie ma wśród żywych. To czułam lekki strach, to czułam legendę tej dziwnej ulicy, gdzie numeracja domów nawet jest specyficzna (zachowała się przedwojenna numeracja – numer pierwszy i ostatni wypadają naprzeciwko siebie).

Gdy wpiszę w Google najniebezpieczniejsze miejsca w moim mieście, to oczywiście dumnie pokazuje się moja dzielnica. A jak ja ją widzę? Bo ja czasem lubię spojrzeć na rzeczy zwyczajne pod innym kątem, a wtedy nabierają one zupełnie innego wymiaru, stają się piękne. Spacerując, moją dzielnicą zobaczę wiele kamienic z pięknymi sztukateriami i niesamowitą stolarką. Wielu wejść do kamienic pilnują tajemnicze posągowe stwory, a filary podpierają bajkowe nimfy. Klatki schodowe kryją również swoje tajemnice, gdy sforsuje się ich drzwi, a wzrok przyzwyczai się do ciemności, można zobaczyć długie drewniane schody z niesamowicie misternymi balustradami, czasem zachował się skrawek starej tapety, a czasem nawet witraż okienny.

Ryneczek swoje najlepsze lata przeżył z dwadzieścia lat temu, ale nadal się cieszy zainteresowaniem. Na wiosnę i lato tętni kolorami, a jak dobrze się po nim rozejrzysz to nawet lampa secesyjną się znajdzie, która pewnie pamięta i lepsze czasy okolicznych kamienic. I chyba to jedyne miejsce, gdzie można kupić kasetę VHS i magnetofonową. I hipsterów na nim dużo, bo to teraz taka moda na eko. A poza tym to dzielnica salonów kosmetycznych i sklepów monopolowych. Nie rozumiem tylko dlaczego te pierwsze czasem odwiedzają tylko mężczyźni, no cóż, lepiej wszystkiego nie wiedzieć.

A ludzie, pewnie tacy jak wszędzie. Choć czasem gdzieś z ciemnej kamienicy wyjdzie człowiek, który bliznę na sumieniu nosi. A na ulicach twarze, które widziały nie jedno, przeszły nie jedno. I zwykli ludzie. I coraz więcej deweloperów i biznesmenów, bo mieszkanie w starej dzielnicy robi się modne, a za modą ważne podążać. Czasem dres za mną niewybredny rzuci komentarz. Kiedyś dzieciak chciał mi torebkę ukraść, ale wcześniej zobaczyłam brudną, chudą rękę z napisem „SLU”, bo młodego na prawdziwą dziarę nie stać, albo ojca się w domu boi. I nawet się  nie zawstydził, jak mu powiedziałam, że nie ze mną takie numery, z łobuzerskim uśmiechem pobiegł dalej w za krótkich spodniach. I to wszystko okraszone jest pijackim przyśpiewkami i Rysiem-Peją rozbrzmiewającym z głośników nie jednej sutereny.

Tak błądząc, po tej dzielnicy trafiłam kiedyś do małej jadłodajni. Bo pachniało domowo, bo pani miła za barem stała, bo pomidorowa jak mu mamy, bo głodna byłam, bo tanio. A tak naprawdę nie chciałam znów jeść obiadu z telewizorem, więc zjadłam w towarzystwie pewnego starszego Pana, który się bardzo ucieszył, że ruda i sama, że chętnie pogada, że w telefon się nie gapi, jak większość tych młodych. I usłyszałam piękną historię, jak to Pan żonę swą jedną jedyną poznał na tej dzielnicy, jak na pierwsze randki do parku przy palmiarni  chodzili, jak w latach świetności ryneczku kupowali tam kurtki ze skaju i pierwsze jeansy, jak dzieci w cukierni lody jadły. I tak się wzruszyłam, że musiałam podziękować za tą piękną historię. Bo ja drogi czytelniku romantyczką jestem. Wierzę w prawdziwą miłość, tak sobie myślę, że z miłością to jak z kwiatami. Bo gdy ja dbam o kwiaty, to rosną piękne jakby, chciały mi się odwdzięczyć za poświęconą im uwagę. A gdy przestaje, o nie dbać to więdną samotnie.

A Ty zjadłbyś  z kimś obcym obiad?