Rozmawiaj!

Umiesz rozmawiać? Nie mówić. Nie wygłaszać monolog. Po prostu rozmawiać z drugim człowiekiem. Bo mówić to umie każdy. Ba! Nawet w kilku językach, bo teraz poligloci są bardzo pożądani. Mówić może robot. Nauczyć mowy można papugę. Jednak rozmowa to już wyższy level, nie wszyscy przeskakują w relacjach międzyludzkich na ten poziom. Inni z kolei spadają. Jak to możliwe? W bardzo prosty sposób. Rozwój techniki.Super! Jednak wraz z rozwojem techniki zaczynamy zatracać swoje człowieczeństwo. Gubimy się. Błądzimy. A szczytem hipokryzji w moim wydaniu będzie napisanie o tym właśnie w internetach. Tylko gdzie mam Wam to obwieścić? Mam iść pod pręgierz i krzyczeć? Czy może mesjanistycznie głosić swoje słowo na ulicach? No nie, bo znajdzie się pewnie jakiś miły lekarz, który da mi dobre pigułeczki na zmianę poglądów. Ewentualnie pokoik bez klamek. Reasumując, internet ma moc.

Oglądaliście „Black Mirror”? Ja sobie bardzo wolno dawkuje ten serial, bo każdy jego odcinek muszę kilka dni rozważać, przeżywać. Boję się tego serialu, naprawdę. Bo pokazuje ten najmroczniejszy scenariusz, do którego my ludzie może wolnym marszem podążamy. Swoją przygodę z tym serialem zaczęłam od „Nosedive” (Uwaga! Kto nie lubi spoilerów, proponuje od razu przeskoczyć do trzeciego akapitu), trochę odbiega od ramówki, jest to dziwny słodko – różowy koszmar. Film jest wariacją na temat zgubnego wpływu social mediów na nasze życie. Ludzie z sobą nie rozmawiają, nie słuchają się, jeśli coś robią dla drugiej osoby to tylko aby dostać lajki. Soczewka kompaktowa w oku jest połączona z aplikacją, jeśli chcesz, mieć więcej punktów nie możesz, rozmawiać z kimś, kto ma mniej. Patrzysz na kogoś, podoba Ci się, więc klik full pakiet punktów. Nikt się bliżej nie poznaje, bo po co… Wszystko oceniamy po powierzchowności. Niestety wystawianie ocen, punktowanie stało się nieodłącznym elementem naszej kultury, gdzie jego karykaturalna bezgraniczna postać zmierza, pokazują perypetie głównej bohaterki. Ja polecam, może kogoś natchnie do przemyśleń albo i nie.

Dajemy sobie punkty. Oczywiście. Bo łatwiej jest dać punkty, niż wysilić się na coś miłego. Prościej kliknąć „Lubię to!” niż napisać jedno dłuższe zdanie. Wiecie, co mnie kiedyś zmroziło? Dostałam wiadomość w formie postu na Facebook, że odszedł dyrektor mojego liceum. Człowiek, którego szanowałam. Człowiek wielu pasji. Pasjonat historii. Mistrz dobrego wychowania. I co? Fb mnie w mało stosowny sposób o tym poinformowało. A ludzie klikali „Lubię to!”. Czy świat oszalał? Kurwa lubisz to? Człowiek nie żyję. W naszej ojczystej kulturze chyba inaczej wyraża się szacunek do zmarłych niż kliknięcie „Lubię to!”. Ktoś lubi śmierć?? Do tej pory nie kumam. Może jednak mam mały rozumek i wąskie horyzonty? Zamiast porozmawiać, powspominać to mieliśmy kliknąć „Lubię to!”? Na szczęście moje szkoła średnia z wieloletnimi tradycjami wyprodukowała ludzi na poziomie, więc mało stosowna zabawa z lajkami została szybko zbojkotowana. Na pogrzebie stać nas było na refleksję. Potrafiliśmy z sobą rozmawiać, powspominać. Wyrazić emocje słowami. Dodam tylko, że klasę miałam rodem z „Młodych Wilków” (ach niezapomniane lata dziewięćdziesiąte, no dobra w liceum byłam w dwutysięcznych).

Świat był zaszokowany, gdy 31 sierpnia 1997 roku zmarła Księżna Diana. Nie wiem, dlaczego ja najbardziej zapamiętałam informację, że reporterzy, zamiast pomagać ofiarą wypadków robili zdjęcia. Pewnie mnie to bardziej zaskoczyło. Teraz to norma. Standard! W sytuacji kryzysu łapiemy za telefon, może i w pierwszej kolejności wzywamy pomoc, ale w drugiej kręcimy filmy. Uwaga! Strzelam! Będą rani! Myślę, że 50% dokumentuje. 40% ludzi przyzwoitość zabrania kręcić, ale ogląda filmiki innych. 3% jest bohaterem filmu. A reszty to nie interesuje. Smutno. Słabo. Wczoraj w moim mieście słynącym ze skąpstwa i oszczędności było gradobicie. Kolega kręcił film (standard!). Ja chciałam z nim wymienić swoje uwagi na temat burzy, powiedzieć, że nawet w zaciszu własnej sypialni się bałam. A on chciał mi wysłać filmik, bo nic więcej nie ma do dodania, wszystko nagrał. Fuck! Bez komentarza.

Ludzie nie gadamy z sobą! Do jasnej anielki. Przekazujemy sobie tylko krótkie komunikaty, albo moje ulubione emoje. Gapimy się w ekrany telefonów, tabletów, laptopów, telewizorów. Wydajemy komendy, czasem zaprzeczymy lub przytakniemy. Dzieci sieci (tak wiem, pożyczone z Piotra C, ale trafne!). Historia z życia wzięta, bo dawno takiej nie było. Mamy czerwiec, mamy gorące noce. Siedziałam z przyjaciółmi w tzw. centrum miasta, zajadaliśmy się paluszkami serowymi, piliśmy Margaritę, śmialiśmy się, gadaliśmy o głupotach i rzeczach ważnych. Byliśmy z sobą, razem. Obok też byli ludzi, zatopieni w swoim świecie, w swoich socjal mediach. Może też się śmiali, może też rozmawiali, może też byli ze sobą, ale nieodłącznym elementem był migający wyświetlacz ekranu. W czym tkwi sekret naszej wesołej gromadki? Jesteśmy wyjątkowi? Nie jesteśmy całkiem przeciętni, tylko potrafimy się umówić, że teraz jest czas dla nas, więc wyciszone telefony leżą sobie spokojnie na dnie torebek, kieszeni itp. Wyjątek tylko robimy dla szczęśliwych posiadaczy potomstwa pozostawionych pod opieką niani. Dla mnie jako blogerki wyjątku nie ma. Żadnych wymiernych korzyści blogosfera mi nie niesienie, na razie (zdanie wysoce sarkastyczno – ironiczne).

Myślę sobie, że ludzi można podzielić na trzy grupy. W pierwszej są osoby, które zawsze potrafią się odnaleźć w rozmowie. Oczywiście druga strona medalu jest taka, że nie zawsze to, co mają, do powiedzenia jest wartościowe. Ja jestem tym szczęśliwcem, który ma umiejętność prowadzenia ciekawej konwersacji. Przynajmniej w mojej ocenie jest ona interesująca. Ja uwielbiam gadać. Kocham rozmawiać z ludźmi. Ktoś wie, jak można na tym zarobić? Czekam na propozycje. Tak wiem, znów było tylko o mnie, a miało być o ludziach. Ach, ten mój egocentryzm! W drugiej grupie są Ci nieszczęśnicy, którzy padli ofiarą komunikatorów internetowych. Teraz nie potrafią wypowiedzieć poprawnie zdania, bo porozumiewają się dziwnymi skrótami np. OMG, BTW. Oczywiście używają też emoji, więc nie potrafią powiedzieć, że są smutni, bo oni wysyłają minki. Facet nie poderwie kobiety na ulicy, bo przecież od tego jest Tinder lub inne ustrojstwo. Chciałoby się napisać smuteczek. W trzeciej grupie mamy nieśmiałych oraz tych, z którymi nie rozmawiali rodzice. Może byli zajęci zarabianiem hajsu albo trwonieniem go na droższą lub tańszą berbeluchę. Wtedy przelanie wiedzy potomkowi w  rozmowie jest  małą znaczącym trybikiem w machinie życia. Trzecia grupa najbardziej rokuje, aby wskoczyć na wyższy level. Trzymam za nich kciuki. Wystarczy dać szansę, tak pisze dla przypomnienia, bo sama często zbyt szybko skreślałam ludzi.

Kiedy odezwałeś się tak bezinteresownie do kogoś obcego? Co? Nie pamiętasz. Mnie dziś pewien mężczyzna na ulicy powiedział, że dawno nie widział, tak pięknej kobiety, jak ja. Serio! Ot tak sobie, może szczerze, może dla fanu. Nie wiem, ale to miłe. Takie rzeczy się zdarzają. Czasem zamienię z kimś dwa słowa w kolejce w Lidlu, tak sobie, po prostu. Błagam, ludzie rozmawiajmy z sobą! Nie bójmy się w tej rozmowie gestykulować, strzelać głupich min (lub mądrych), śmiać się, dotykać (ale to już nie z obcymi!). Jeśli zgubimy, umiejętność rozmowy to może rzeczywiście powoli zastąpią nas ludzkie lalki produkowane w Japonii. Straszne. Ja nie daje zgody na taką nową rzeczywistość.