Przemysł randkowy

Portale randkowe są jak sieciówki w dużych centrach handlowych. Na początku wybierasz centrum. Jeśli chcesz, poznać biznesmena proponuje Centrum Kultury i Sztuki Stary Browar w Poznaniu. Może się będzie „jakiś Kulczyk” przechadzał alejką. Marzy Ci się obcokrajowiec to marsz do Złotych Tarasów w Warszawie. Tam ich sporo, możesz się poczuć jak w Ameryce. Chciałabyś porządnego i statecznego to proponuje wycieczkę do Wrocławskiej Galerii Dominikańskiej. Stoi niezmiennie od siedemnastu lat, postoi kolejne siedemnaście.

I co dalej? Wchodzisz, prężysz się. W najlepszych ciuchach próbujesz błysnąć intelektem. Możesz iść na całość jak w popularnym teleturnieju z lat dziewięćdziesiątych. Nie martw się Zonkiem, bo to taki miły kocur. Oto otwierają się przed Tobą magiczne drzwi z mnóstwem perspektyw. Jest ich wiele, wybierasz jedną, wchodzisz i przeglądasz. Popatrzysz chwilę. Pooglądasz. Potrzymasz w rękach. Może nawet przymierzysz, potem odwiesisz na wieszak. Pójdziesz na spacer z myślą, czy na pewno dobrze pasował? Czy aby nie za mały albo za duży. Bo analogicznie do prawd głoszonych przez Amy Schumer z dużymi penisami jest jak z limuzyną, niby fajnie, ale trudno zaparkować. Może za kilka dni przyjdziesz znów przymierzyć. Dobrze pasuje? Bierzesz, nie bierzesz? Będzie nowa dostawa? A jak nie będzie? Dobra bierę.

Dokonując wyboru, nie martw się o konsekwencje. Jeśli wybrałeś źle, to przecież naprawdę żaden problem. Każdy sklep ma swój regulamin. Przy zakupie informuje, że możesz oddać, wymienić, zwrócić. Bez powodu. Z powodem. Zawsze możesz skłamać. Nie masz paragonu. To może wyciąg z konta? Zawsze pamiętaj, że ustawa o prawach konsumenta mówi, że od towaru zakupionego przez Internet można bez wyraźnego powodu odstąpić w przeciągu 14 dni. Przecież masz prawo do namysłu, które umożliwia Ci zapoznanie się z towarem i rozważenie racjonalności zakupu. Pomyśl, czy nowy towar dobrze wkomponował się w kanapę, łóżko, kuchnię. Czy dobrze się prezentuje na miejscu dla pasażera Twojego nowego samochodu? Czy mamie się podoba?  Nawet jak przekroczysz termin, zawsze możesz wymyślić wadę, wypełnić formularz reklamacyjny i odesłać do magazynu.

Nie, tekst powyżej to nie futurystyczny scenariusz nowego odcinka „Westword” lub „Black Mirror”. To Polska roku pańskiego 2018 r. Bo niestety tak jest, że przestajemy się starać, szanować, wszystko jest na chwilę. Milenialsów dopada brak chęci posiadania na stałe. Nie chcemy już jak nasi rodzice, dziadkowie gromadzić i pielęgnować. Wiemy, że mamy inne możliwości, korzystamy z nich. My preferujemy wynajem (bo czasem po prostu nie stać nas na swoje), jeździmy uberem lub korzystamy z nextbeik, bo w naszych wynajętych mieszkaniach nie mieści się rower, nie wspominając o tym, że garażu też nie posiadamy. Zamiast oszczędzać na lokatach, jeździmy na wycieczki do Tajlandii, bo musimy wypocząć. Super w wydźwięku bardzo sarkastyczno – ironicznym. Zarazem rozwiązała się zagadka, dlaczego banki mają preferencyjne oferty dla pożyczkobiorców. Nie stać nas na własne przysłowiowe dwadzieścia pięć metrów kwadratowych, ale Tajlandia proszę bardzo. Tacy jesteśmy. Nasze centrum dowodzenia to smarfon, którego aplikacje oferują nam tysiące możliwości.

Wyrośliśmy na pokolenie pewne siebie, wyedukowane (czasem w prywatnych uczelniach, pod enigmatycznymi nazwami takich kierunków jak np. pedagogika z detektywistyką ), znamy języki, nowe technologie. Jednak nie ma tak pięknie, jesteśmy też zadufani w sobie, rozpieszczeni, zarozumiali i brak nam kompetencji interpersonalnych. Dlatego szukamy swojej drugiej połówki zza ekraniku smartfona, bo bez odpowiedniej ilości alkoholu w żyłach nie potrafimy nawiązać rozmowy. Smutne. Niby jesteśmy tacy wyedukowani, ale nauczyli nas tylko teorii. Przynajmniej mnie. Do dziś nie wiem, po co mi wiedza na temat systemu edukacyjnego starożytnego Rzymu, chyba, tylko żeby błysnąć przed miłośnikami historii. Nikt nas nie uczył jak żyć. Nic nas nie zjednoczyło jak naszych rodziców np. Solidarność. Mamy za to netfliksa, uber eats, tindera, sportify, zalando, e-obuwie itp. Tylko dzień dobry na ulicy z trudem wypowiadamy..

Niby marzymy o wielkiej miłości, tradycyjnej rodzinie, a hołdujemy związkom partnerskim i świętom Bożego Narodzenia w ciepłych krajach. Podejmujemy irracjonalne decyzje, w pogoni za marzeniami. Czyli virtual kontra real nie idą w parze? Bo tak kusi perspektywa nowych lajeczków na facebuniu pod pięknym zdjęciem. Chcemy tradycyjnych rzeczy, a korzystamy z niekonwencjonalnych metod. Choć może portale randkowe to już tradycja? Nie wiem. Czasem mam problemy, aby odnaleźć się w tym świecie, bo gdy zdejmę, swój pancerzyk to jestem niczym Ania z Zielonego Wzgórza poszukująca swojego Gilberta Blythe. Czasem się obawiam, że równie dobrze mogłabym poszukiwać Atlantydy.