Skip to content

Polowanie

Otagowano jako: Obserwacje, i Relacje

Całkiem niedawno pewien przystojny przedstawiciel płci męskiej powiedział mi, że jest w życiu jak lew na sawannie. Polujący lew na sawannie. I tak mi to zdanie ciągle gdzieś biega po głowie. Jak już myślę, że zapomniałam, to pojawia się nieoczekiwanie. A więc proszę Pana, zmusił mnie Pan do rozważań na ten temat. Chylę czoła i gratuluję. Niewielu ludziom się to udaje. Tylko ambitne jednostki mnie motywują.

Tak naprawdę ludzie są na polowaniu od najmłodszych lat. Jeśli posiadają rodzeństwo w swoim wieku, to zaczynają bardzo wcześnie polować na co smaczniejsze kąski. A kąski to uwaga rodzica, słodycze czy zabawki. W sumie na zabawki polujemy do końca, zmienia się tylko ich charakter. Mali chłopcy chcą w przedszkolu najlepszy samochodzik, w dorosłym życiu też chcą najlepszy samochód. Małe dziewczynki chcą domek dla Barbie i Kena. W dorosłym życiu też chcą być jak Barbie i mieć domek, w którym będzie Ken. No i tak to wszystko się zaczyna.

Polujemy na siebie nawzajem. Jesteśmy zarazem myśliwym i ofiarą, chyba jedyny taki gatunek w naturze. Gdzie można najlepiej zaobserwować łowy. Myślę, że w weekend na tzw. mieście. Wszyscy wystrojeni, wypachnieni, w najlepszych ubraniach. Każdy samiec z wyczesaną grzywą a wiadomo, że dorodna grzywa u lwa oznacza zdrowie i wabi samicę. Więc zaczyna się zabawa od kręcenia, uwodzenia, nęcenia, zalotnych spojrzeń, wspólnych drinków, pierwszych dotyków, wymiany numerów telefonu i czego dusza jeszcze zapragnie. A jak to wszystko się kończy, wszyscy dobrze wiemy, raz przygoda na kilka godzin innym razem na całe życie. Zależy czy polujemy dla samego polowania, czy dla efektu.

Są dwa rodzaje myśliwych. Jedni polują zawsze i wszędzie. Polowanie ich podnieca. Nawet w markecie są na łowach, bo może gdzieś pomiędzy keczupem a czekoladą znajdzie się jakaś zagubiona zwierzyna. Ja dawno temu zostałam w sklepie upolowana na pytanie „Czym się różnią ogórki kwaszone od kiszonych” oczywiście teraz już wiem, ale wtedy nie miałam pojęcia. Więc rozwinął się temat, ofiara połknęła przynętę. Niestety myśliwego bawiło tylko polowanie, może nadal, poluje w tym markecie. Drugi rodzaj myśliwych to tacy, którzy mają konkretny cel, a jak go zdobędą, to hołubią do końca życia. I chwała im za to. Niestety znam ich nie wielu..

Kiedy zaczyna się prawdziwa zabawa? Kiedy spotykają się dwa osobniki pierwszego rodzaju. I każde z nich uważa, że jest myśliwym. Każde z nich myśli, że ten drugi egzemplarz to ofiara. I zaczyna się gra, bo oprócz polowań ludzie lubią też gierki. Ot tacy jesteśmy niedoskonali. Dwóch myśliwych na polowaniu wodzi się ciągle za nosek. To się pokazuje, to uskakuje, to odchodzi, to przychodzi. Tak, aby atmosfera ciągle wrzała. Tak, aby ciągle jedno drugie intrygowało, kusiło, nęciło, uwodziło. Logikę w tym trudno odnaleźć. Dlatego tyle uroku i magii. I czasem jakimś dziwnym trafem, tak Pan Bóg pociąga za sznurki, że tych dwoje myśliwych zaczyna wspólnie polować na nowe samochody i domy, żeby Barbie była cała i Ken zadowolony.

Czy ja lubię polowania? Uwielbiam. Jestem mistrzem polowań na tanie ubrania z drogimi metkami, tanie kosmetyki z dobrymi składnikami. A w polowaniu damsko – męskim uwielbiam rozgrywki intelektualne. I opisując siebie w trzech słowach: dostarczam wielu bodźców.

A wracając do lwa na sawannie, to proszę Pana, proponuje pooglądać National Geographic, bo tam podają, że na sawannie to poluje samica…