Skip to content

Paradoks wyboru

Otagowano jako: Inspiracje

Czego ja chcę? Każdy proces ustalania celu i podejmowania decyzji zaczyna się od zadnia sobie pytania. Wydaje się, że nie powinno być nic łatwiejszego od sprecyzowania odpowiedzi. Dochodząc do sedna, dokonując wyboru, każdy człowiek zaczyna przewidywać uczucia, jakie pojawią się wraz z osiągnięciem celu. Przeważnie idealizujemy, znacznie przyjemniej wyobrazić sobie sukces, poczuć przyjemną moc. No to poteoretyzowałam.

Chciałabym przystojniaka z błyskiem w oku, ustaliłam to sama z sobą, jakiś czas temu. Co mi tam, jak mierzyć to wysoko. Jednak czy dobrze? Niedawno miałam szalenie ciekawą rozmowę z moją 88-letnią ciotką, która całe życie na rodzimej wsi spędziła, najdalej wyjeżdżając do pobliskiego miasteczka oddalonego o siedem kilometrów. Dodam, że to też moja wieś rodzinna, z której uciekałam z prędkością światła i oszałamiającą kwotą 200 zł w kieszeni, ale o tym może innym razem. Ciotka Antonina mnie zapytała, po co mi te studia, po co mi to miasto? Co ja tam mam dobrego? Tu na wsi to by mi chłopa solidnego znaleźli, kawałek działeczki na dom wygospodarowali, przy domu warzywniak, za domem kurki i kaczuszki na rosołek. Prace by się załatwiło u znajomego Pana Mariana, na pewno kogoś poszukuje do spożywczego. Mąż zatrudniłby się w pobliskiej firmie produkującej keczup. By my se żyli sielsko – anielsko na tej wsi. Tak jak Zosia co ze mną w ławie szkolnej zasiadała osiem lat podstawówki, cztery liceum. Wyszła za sąsiada, bo po co daleko szukać jak chłop obok. U teściów na pięterku mieszka, czwórkę dzieci mężulek zmajstrował. Pięknie w niedziele na spacerze wyglądają. Więc co Ty dziecko drogie na to? Cholera jasna nie wiem, zastanowię się, podumam, wpierdolę prosto ze słoika czekodżem ze śliwką (ostatnio mój absolutny faworyt).

Ciotka w swojej ocenie dobrze prawi, bo 55 lat temu, gdy miała chrystusowe lata, tak jak ja teraz życie było łatwiejsze, prostsze. Młoda ciotka Tośka wraz z przyjaciółmi pewnie nawet nie marzyła o cudach techniki, z których ja teraz korzystam. Nawet im się nie śniło, że ich prawnuki będą latać samolotem na wakacje do egzotycznych krajów, będą posiadać po kilka telefonów bez kabla, rozmawiać z ludźmi przebywającymi za oceanem za pomocą video chatu, delektować się surową rybą z marynowaną tykwą zawiniętą w liście wodorostów, powiększać piersi, zmniejszać nosy i jeść czekodżemy. Matko oni, pewnie nieśmiało o samochodach marzyli. Zakładali, że należy się jak najszybciej pobrać, spłodzić dzieci. Posiadali mniej możliwości, tym samym łatwiej akceptowali fakty, które stawiało przed nimi życie. Teraz mamy więcej, mamy tysiące możliwości do wyboru, co nie oznacza, że jest łatwiej. Paradoksalnie jest trudniej.

Współcześnie ludzie czują się gorzej, bo mają niezliczone możliwości wyboru, tym samym oczekują o wiele lepszej jakości. Nie chodzi tutaj tylko o rezultaty twarde, mierzalne. Tak samo chodzi o miękkie. Widziałam niedawno zabawną grafikę w internecie, której hasło głosiło „Jestem z Tobą, ale rozglądam się za lepszym egzemplarzem”, albo podobnie. Dlaczego nie? Skoro mamy tyle możliwości, zawsze za rogiem może być jeszcze lepsza. Moja ciotka na wsi miała w zasięgu oka wujka Jasia, ewentualnie jego kolegę Stacha. Zawężony wybór, decyzja dokonana. Ciotka w całym swoim życiu była na trzech randkach, w tym na dwóch z wujkiem. Ja na ilu byłam? Trzydziestu? Pięćdziesięciu? Nie pamiętam, twarze mi się zlewają w jedność. Zapamiętałam tylko wybitne jednostki, czasem nie w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Za każdym rogiem mogę mieć nowego Pawła, Zbyszka, Rafała, Macieja. A jak nie za rogiem to przecież radośnie połyskuje ikonka Tindera, wybór przeogromny. Łatwo się pogubić. Bo ja wybieram, mnie też wybierają. Giełda, tylko gdzie maklerzy w legendarnych czerwonych szelkach? Taki wybór, a siedzę na kanapie przed tv i wpierdalam czekodżem. Nie chce mi się już. Nie ogarniam.

W tych moich dumaniach z czekodżemem w ręce trafiłam na książkę pt. „Paradoks wyboru. Dlaczego więcej oznacza mniej”, autorem jest Barry Schwarz. Nie pozostaje mi nic innego jak zgodzić się z autorem, który uważa, że wielość wyborów niesie negatywne skutki. Pierwszą reperkusją jest paraliż, mamy tak duży wybór, że nie możemy podjąć decyzji. Drugą jest niezadowolenie z podjętej decyzji. Autor dzieli ludzi na dwa typy satysfakcjonistów (zadowala ich przeciętność) i maksymalistów (zadowala ich to, co najlepsze). Ci drudzy bardziej skorzystają na lekturze, to ich dotyka problem wyboru, to oni,mimo że dokonują przemyślanych i racjonalnych wybór, są bardziej nieszczęśliwi i rzadko w pełni zadowoleni. Drogi czytelniku jak myślisz, do której grupy należy autorka tego bloga? Oczywiście do drugiej. A dlaczego należy do drugiej grupy? Może dlatego, że gdy otrzymała piątkę, to rodzice pytali „dlaczego nie lepiej?”.

Wspominana na początku tego wpisu Zosia, nigdy nie pyta, mnie jak wygląda moje życie. Zapytałam dlaczego, to w odpowiedzi usłyszałam, że nie chce, wiedzieć, z czego zrezygnowała. Dokonała wyboru, nie rozważa innych opcji. Nie oczekuje lepszych rozwiązań. Schwarz podaje z kolei hipotezę, że należy zadowolić się tym, co dobre, a nie szukać tego, co najlepsze. Tym samym można osiągnąć szczęście. Zgodnie z jego teorią Zośka jest szczęśliwa. A co ze mną? Bo ja już jestem po drugiej stronie lustra, wiem, że mogę dokonać różnorodnych wyborów. Nie jestem człowiekiem, który zadowoli się minimum. Może tracę, szukając przystojniaka z błyskiem w oku? Mogę przecież zadowolić się samym przystojniakiem. Mogę? Właśnie w tym momencie, niedobry chochlik zwany osobistym demonem szepcze, szukaj dalej tego z błyskiem w oku. Pewnie będę szukać, bo nie zadowolę się półśrodkami, minimalistką nie jestem w żadnym calu. Ciotka pewnie powie, że zły wybór, życie przecieknie mi pomiędzy palcami. Ja jednak w kontrargumencie mam historię z telewizji śniadaniowej, którą oglądam, przy sprzątaniu mieszkania. Mianowicie był krótki reportaż o Urszuli Dudziak, która w wieku 75 lat buduje nowy dom z nowym mężem. Można? Można! Jezzmenka miała świadomość wyborów, korzystała z nich. Summa summarum Antonina i piosenka szczęśliwe na polskiej wsi. Cóż więcej mogę napisać? Historia sama się broni. Droga do celu bywa różna. Do siedemdziesiątki mi jeszcze daleko, więc hulaj dusza, piekła nie ma. Jedynie mogę mieć co jakiś czas gorsze samopoczucie w związku z negatywnymi konsekwencjami podjętych wyborów, tym też się nie martwię, przecież psychologowie i terapeuci, tylko czekają, aby pomóc depresyjnie zabłąkanej owieczce.