Miłosny rollercoaster

Dzisiejszy świat jest nastawiony na szybkość i wydajność. Im więcej zrealizujemy czy wyprodukujemy w krótkim okresie, tym lepiej. Wszystko musi być na już, teraz, zaraz, natychmiast. Najlepiej na wczoraj po południu. Kupujemy szybkie samochody, którymi podjeżdżamy pod okienko McDonalda albo nie podjeżdżamy, zamawiamy przez apkę, przywożą nam gdzie chcemy. Kupujemy jedzenie, nie wychodząc z auta, niekończenie zdrowe, ale chemicznie smaczne. Popijamy kawę, równocześnie prowadząc samochód, słuchając wiadomości w radiu oraz planujemy setkę innych rzeczy. Mamy podzielną uwagę, to procentuje lepszą wydajnością, która z kolei procentuje lepszym wynagrodzeniem. Mamy więcej. Mamy szybciej. Tylko czy jesteśmy zadowoleni z tego szybciej i więcej?

Więcej, mocniej na szybko czasem przenosi się na każdą sferę życia. Ludzie oczekują miłości jak z hollywoodzkiego filmu. Kultura, film i sztuka lubują się, w wychwalaniu romantycznych historii w stylu ona spojrzała na niego, on na nią. Grzmot piorunów zwiastował wielką miłość, po czym żyli długo i szczęśliwie. Nigdy się nie kłócili, nie było żadnych przeciwności losu. Cud, miód i orzeszki zapakowane w pudrowe pudełko z różową wstążką. Niestety to tylko mrzonki, ponieważ kult romantycznej miłości jest w naszej kulturze równie rozpowszechniony co niedorzeczny. Zasadza przekonanie o miłości na wyobrażeniach, zaczerpniętych z powieści i filmów romantycznych, nie wiemy, co ciekawego i godnego uwagi można zrobić z uczuciem, jeśli przeminie pierwsza fascynacja. Jak już przeminie nawet echo piorunów zwiastujących romantyczne uczucie.

Współczesna forma mitu romantycznego informuje, że każdy człowiek powinien znaleźć swoją drugą połówkę, bo bez niej jest wybrakowany, tylko druga osoba jest dopełnieniem całości. Zidentyfikować kochanka można po szybkim i obezwładniającym uczuciu zakochania się. Tu rodzi się problem, bo w fazie zakochania wszystko jest wspaniałe, nikt nie ma wad, wszyscy są idealni. Więc identyfikacja może być błędna. Pewnego dnia można się obudzić koło drugiej osoby i zacząć zastanawiać co ja tu robię? Jeśli Drogi Czytaczu nigdy Ci się to nie zdarzyło, to otwórz szampana, zaproś swoją drugą połowę, zacznijcie świętować. Przyślijcie mi zdjęcie.

Żyjemy intensywnie, kochamy intensywnie. Zbyt szybkie życie grozi chorobami cywilizacyjnymi, zbyt szybka miłość w sumie też, w końcu choroby weneryczne to też choroby cywilizacyjne, tylko niezbyt chętnie się o nich mówi, lepiej o depresji lub cukrzycy. Przyjemniej. Cukrzycy można zapobiec, tak samo można się nie wypalić, jak pochodnia. W dobie fastfoodowych relacji ludzie zapominają, że powinni dać sobie czas i stopniowo zbliżać się do osoby, która jest dla nich atrakcyjna. Związki rozwijają się tylko i wyłącznie na podstawie wspólnych doświadczeń, tu nie ma drogi na skróty, aby wspólnie doświadczać potrzebny jest czas. Wspólnie spędzony. Minuty, dni, godziny, które składają się na długie wieczory spędzone na rozmowach o poglądach na życie, zainteresowaniach, podejściu do życia. Zapoznaniu nawzajem swoich bliskich, rodzinny. Spędzaniu wspólnie licznych wyjazdów, zakupów, spacerów, świąt itp. Nie da się tego zamknąć w dwa tygodnie. Nie można załatwić przez Skype, telefon, Facebook. Może to pragmatyczne, ale podejmując, decyzję o wejściu związek należy rozważyć czy naprawdę jesteśmy w stanie zaakceptować drugą osobę wraz z jej wszystkimi poglądami, przyzwyczajeniami i dziwnymi aspektami osobowości. Jeśli podejdziesz do tego, że „jakoś to będzie”, no to będzie jakoś. Tylko że miłość nie lubi bylejakości. Związki oparte na jakoś to będzie, są bylejakie. Osobiście nie znam człowieka, który takiego poszukuje. Tylko czas i mądre decyzje pozwalają naprawdę nauczyć się kochać.

Ludzie spieszą się w miłości, bo boją się samotności. Każdego człowieka przeraża samotność, nie wszyscy jednak mają odwagę cywilną się do tego przyznać. Szybkie intensywne życie, nadmiar bodźców nie skłania do refleksji, bo po prostu nie ma nią czasu. Dwoje ludzi wchodzi szybko i intensywnie w nową relację, bez refleksji, która niesie z sobą ziarno strachu, że może znów nie wyjdzie. Z ziarenka kiełkuje myśl, że może znów będą się budzić sami. To nie jest przyjemne uczucie – pustki, straty. Nikt tego nie lubi. W dobie konsumpcjonizmu, przy mniemaniu, że należy się więcej i lepiej, tym bardziej nie mile widziane. Lepiej karmić się serotoninką. Zatem pchamy się na miłosny rollercoaster, z osobą zapoznaną pięć minut temu w barze/na imprezie/na ulicy (niepotrzebne skreślić). Mkniemy poprzez ostre zakręty, wzniesienia, upadki, cieszymy się, krzyczymy, aby na mecie stwierdzić, że to nie to. Miało być tak pięknie, a jest inwersja, znów wszystko na odwrót. Nie warto na gorąco bez zastanowienia.

Znajomość, przyjaźń, miłość to powolny spacer, podczas którego potykamy się, wstajemy, pomagamy sobie, płaczemy, cieszymy się, przystajemy, podbiegamy, odbiegamy, patrząc sobie prosto w oczy. Najpiękniejsze i najważniejsze jest to, że nie wiemy gdzie meta, nie wiemy, co nas na niej czeka, ale idziemy razem.