Skip to content

Magia nowego kalendarza

Otagowano jako: Obserwacje

Stary Rok odchodzi. Nowy przychodzi. Macie postanowienia noworoczne? Co? Przyznać się. Przecież zdecydowana większość ludzi wraz z końcem każdego roku podejmuje nowe postanowienia. Zazwyczaj dotyczą one zadbania o swój wygląd (schudnę, na pewno schudnę..), zdrowie (rzucę palenie, na pewno rzucę palenie..), naukę języka obcego (w sensie pójdę na kurs, a nie z filmów na netflix), wyjazd w podróż marzeń (a pieniążki już odłożone?), znalezienie lepszej pracy (powodzenia!) lub oszczędzanie (pewnie na tej wycieczce marzeń) oraz mój faworyt-poznam miłość swojego życia (proponuje zacząć poszukiwania od zrobienia odpowiedniego transparentu).

Wujek Google pokazuje, że tak mniej więcej wygląda standardowa lista postanowień noworocznych. Trochę dużo jak na jedną osobę oraz niekompatybilnie. Jak można jechać w podróż marzeń i oszczędzać? Równocześnie, rzecz jasna.

Jak to jest później z tą listą? Jej geneza jest bardzo smutna i długa. Zaczynasz pisać niebieskim długopisem, po roku czarnym wprowadzasz korektę, za rok zielonym, po kolejnym roku czerwonym. Pewnie każdy z Was widział zdjęcie podobnego mema. Myślę, że to pradziadek wszystkich virali. Ludzie udostępniali go nad wyraz chętnie, niestety już z początkiem lutego.

Jak to się dzieje, że nasze postanowienia noworoczne zazwyczaj umierają już 6 stycznia? Ewentualnie 14 lutego? Dlaczego w ogóle do nich podchodzimy? Może to magia nowe kalendarza? Może to ten nieodparty zapach nowości? Niezapisane kartki kuszą obietnicą spełnienia najskrytszych marzeń? Mnogość wolnych weekendów napawa perspektywą wielu niezapomnianych podróży? A może należy schudnąć, by wyglądać rewelacyjnie w nowej sukience? Szykuje się jakaś niezapomniana impreza? Może banalnie? Każdy koniec zmusza do refleksji, podsumowań. Każdy początek niesienie nową nadzieję.

Dlaczego nasze postanowienia trwają tak krótko? Bo mamy ich za dużo – to prawda numer jeden.

Czytamy motywujące posty trenerów, którzy twierdzą, że możemy wszystko. Otóż nie. Drogi Czytaczu zawiodę Cię, nie możesz wszystkiego, przykro mi. Człowiek może dużo jednak w miarę swoich możliwości. Bolesne, ale prawdziwe. Dlatego zawsze z politowaniem patrzę na posty nakłaniające do spontanicznego porzucenia codzienności, wyjazdu na egzotyczną wyspę oraz rozpoczęcia sprzedaży drinków z palemką. Raczej będzie to kiepskie, jeśli tak postąpi ojciec piątki dzieci. Dla niego spontanem roku będzie wypad do kina, jakiś film na pewno będą wyświetlać. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Każdy człowiek ma inną perspektywę. Pamiętajmy o tym.

A tak pomiędzy niebem a piekłem zmiana wszystkiego w życiu jest trudna. Może lepiej wybrać tylko jedną strefę? Na niej się skoncentrować. Powoli maszerować do celu? Co o tym myślicie? Może wyjdzie to lepiej niż 30 postanowień do 30 marca?

Druga brutalna prawda brzmi, że droga do celu jest długa, wyboista i ciężka. Kiedyś ktoś, kto twierdzi, że nie czyta tej strony, ale ja mu nie wierzę, powiedział mi, że wszyscy obserwatorzy widzą tylko człowieka na szczycie. Ot, tak znikąd znalazł się w świetle jupiterów. Zasiada na żelaznym tronie z miną godną Daenerys Targaryen. Jednak jeśli Królowa Smoków zdobędzie tytułowy tron, to na pewno w długiej i ciężkiej bitwie. Miejmy nadzieję, że jej starania będą opisane w wielu pieśniach. Jest to potrzebne, ponieważ większość nie widzi drogi, podziwia tylko rezultat. Taka jest prawda. American dream nie spełnia się w 24 godziny, takie cuda to tylko w amerykańskich komediach dla nastolatków. Nawet nad Kim Kardashian, która jest znana tylko z tego, że jest znana, pracował sztab specjalistów, chociażby od medycyny estetycznej. Teraz zaczęłam się zastanawiać, co za sztab specjalistów pracuje nad naszym rodzinnym produktem, czyli siostrami Godlewskimi, ale to w innych dywagacjach rozwinę.

Ja złapałam się na czar nowego kalendarza. Banalnie skusił mnie jeden w markecie z moim ulubionym owadem. Leżał pomiędzy miską a suknią w cekiny. Nie żartuję, mam taki burdel w sklepie. Zwróciłam uwagę Burdeltacie, to kazał mi się do elegantszej dzielnicy przeprowadzić. Tak sobie pogadaliśmy. Hm.. Kalendarz zwyczajny, jak miejsce zakupu, ale pachniał jak nowe książki w księgarni. Obietnicą niezapomnianej przygody. Cóż, złamałam swoje postanowienie, że nie będę mieć żadnych planów na 2019 roku. Postanowiłam łapać okazję, a potem cisnąć ją jak pomarańczę na sok, do ostatniej kropli, do maksimum. Polecam!