Ładne przedmioty

Lubię ładne rzeczy. Lubię podziwiać ładne przedmioty, nie mylić z ładnymi ludźmi. Nie, nie jestem snobką. Nie mam zamiaru Drogi Czytelniku nikomu imponować. Po prostu mam słabość do ładnych i  drogich rzeczy. Dlatego spotkasz mnie w eleganckiej sukni w operze. Zobaczysz, jak zachwycam, się brzmieniem w filharmonii. Podyskutujesz ze mną po spektaklu w teatrze. Przejdziesz koło mnie na wystawie, a ja nawet tego nie zauważę, bo będę w skupieniu podziwiać. Możesz iść ze mną do ekskluzywnej knajpy, spróbujemy czegoś nowego. Na salonach czuję się świetnie.

Lubię, bardzo lubię. Może dlatego, że na co dzień obcuje z brzydkimi rzeczami, skrajną biedą i brudem. Dlatego muszę po prostu się odchamić, nabrać dystansu, nacieszyć oko. Wpaść na chwilę do innego świata. Korzystać z małych przyjemności. Czerpać z nich radość. A może po prostu poudawać, że świat jest piękny, idealny. Taki jak na ociekających cukrem hollywoodzkich produkcjach.

Niedawno siedziałam sobie w restauracji z kilkoma gwiazdkami (knajpa dostała kilka gwiazdek, bo prawdziwych gwiazd to nie zauważyłam) , przy przeszklonej ścianie, w dobrym punkcie obserwacyjnym (a obserwować też lubię!). Pół lokalu to wojskowi, czasem się zastanawiam, czy w moim mieście przypadkiem nie ma stanu wojennego, bo żołnierze dwóch armii są na pewno. Były też rodziny z dziećmi na kolacji. Tatuś uczył synka jak płacić kartą zbliżeniową. Chłopiec na moje oko miał roczek. To chyba snobizm, roczny dzieciak z kartą kredytową. Wszyscy wokół zachwyceni, bo malec bardzo rezolutny, w pierwszym roku swojego życia pojął brutalną prawdę, że za wszystko trzeba płacić. Przeurocze.

Rozglądam się, obserwuje, analizuje. Czekam na jedzenie. Rozmawiam z koleżanką i nagle trach ktoś się na mnie gapi, jeszcze nie wiem, z którego miejsca, ale czuję, że ktoś się gapi. Szybko lokalizuje łowczego. Jest. Nie siedzi sam, bo w towarzystwie jakby partnerki, ale gapi się wymownie. Zawsze w takim momencie się zastanawiam czy powiedzieć do kobiety „Pilnuj chłopa swego, bo możesz nie mieć żadnego”. Czy do mężczyzny „Szanuj, to co masz”. Nie wiem, nie sypiam pod łóżkiem tej pary. Tak moje rozważania przerwało trach numer dwa. Ona wyszła, przyszedł kumpel „gapiącego się”. Trach numer trzy Panowie podobijają, a naprawdę chciałam pogadać z koleżanką, męskie towarzystwo mi dziś niepotrzebne. Jestem zimno-formalnie niemiła. Mówię wprost, że naprawdę za drinka ja ładnie dziękuje, ale nie skorzystam. Na randkę nie mam ochoty. I co słyszę od swojego niedoszłego towarzysza wieczoru, że on już zaplanował, że spędzi ze mną noc. Bo jestem dobrym towarem na atrakcje nocne. Ja tak nie uważam. I co w pysk miałam strzelić? Nie szkoda mi ręki. Wyszłam. Bo nawet mi się gadać nie chciało. Naprawdę Panowie rozczarowujecie mnie z dnia na dzień coraz bardziej.

Lubię ładne przedmioty. Bardzo nie lubię być traktowana jak ładny przedmiot. Lubię drogie rzeczy. Jednak kupić mnie trudno, prawie nie można. W każdym razie nie powiem za jaką walutę. Ja mam uczucia. Większość ludzi ma uczucia. Traktując, kogoś instrumentalnie można sobie niezły koncert urządzić, grając na jego uczuciach. Mało przyjemne dla osoby manipulowanej, dla intryganta pewnie czysta radość. Jeśli pozwolę, się traktować przedmiotowo to pewnie nie długo wyląduje w składziku rzeczy zepsutych albo będę miała kartkę na plecach towar wielokrotnego użytku. Nowy przedmiot cieszy oko, frajda z niego duża. Później jest już gorzej. Potem robi się nudno. Brak adrenaliny. A życie na wysokich obrotach lepiej smakuje. Nieprawdaż?

Tak się zastanawiam, co skłania ludzi do uprzedmiotowiania innych. Niskie poczucie własnej wartości? Próba pod pompowania sobie ego? Kompleksy? Strach, że ktoś okaże się lepszy? Wychowanie? Mały penis? Duże biodra? Drogi odbiorco tekstu, jeśli masz pomysł, zapraszam do dyskusji poniżej. Mam ochotę na rozważania akademickie. Dołącz do mnie.