Skip to content

Jak uszczęśliwić mężczyznę?

Otagowano jako: Relacje

Uderz w stół, a nożyce się odezwą, prawi stare porzekadło. Napisałam, że mężczyźni nie czytają mojej strony, to zaraz się kilku zgłosiło, „że, ależ oczywiście czytają, nie zdradzają i lubią lody”. Owszem zgadzam się w pełni, puszczając wymownie oko. Panowie, panowie już wielokrotnie pisałam, że dyskutować z Wami uwielbiam. Za każdym razem, gdy sprzedacie mi jakąś ciekawostkę, która poszerza moje horyzonty, dostajecie w mojej prywatnej skali plusika. Też lubicie ze mną rozmawiać, bo jako to twierdzicie mam ciekawą osobowość. Przypominam też, że jestem piękna. Moja kosmetyczka pragnie też dorzucić swoje trzy grosze, że moje oczy niejednego przystojniaka mogą zahipnotyzować. Ja natomiast sobie myślę, że powinnam się zapisać do okulisty, sądząc po egzemplarzach, które uwiodłam, to chyba mam poważną wadę wzroku. No, ale na visus jest całkiem sympatycznie.

Wracając do tematu, bo to wpis dla Was i o Was, a nie o moich pięknych oczach. Zapraszam wszystkie czytelniczki do krótkiej instrukcji jak dogodzić swojemu prywatnemu mężczyźnie i jeszcze kilka ochów, achów.

Na początek pozycja standardowa, zrób coś dobrego do jedzenia. Myślisz pewnie, że co ja tu prawię, bo gotujesz codziennie, a wszystko jest smaczne i pożywne. Tylko że ja teraz o romantycznej kolacji (ewentualnie obiadku) tylko we dwoje, a jako danie główne coś z repertuaru mamusi (tak, tak mamusią nazywamy ukochaną teściową). Uwierz to dobry pomysł, bo luby wniebowzięty, może przy sprzyjających wiatrach zaplusujesz też u mamusi, skoro będzie mogła się wykazać, podać przepis oraz niezbędne wskazówki np. woda się gotuje, gdy leci para i bulgocze. W innej galaktyce po tej cennej wskazówce możesz jej wylać wrzątek na głowę, natomiast w swojej rzeczywistości, dziękujesz i modlisz się, aby Twoje dzieci nie odziedziczyły maminego charakterku.

Po dobrym jedzonku proponuje pozwolić mu na coś więcej niż zwykle. No wiecie, o czym piszę, o tym tak zwanym obowiązku małżeńskim, który nawet ja wypełniam, nie będąc mężatką. Paradoks, nazewnictwa, które w naszym ojczystym języku jest naprawdę ciekawe. I teraz nic nie doradzę, ale dlaczego napiszę na końcu tego tekstu. Droga czytelniczko musisz teraz doczytać do końca, bo tam będzie złota rada. Czujesz się zaintrygowana? To dobrze, taki mój cel.

Teraz trochę z tzw. grubej rury, więc zaskocz go. Dla udowodnienia tej tezy historia z życia wzięta. Moja koleżanka kiedyś przejechała taksówką przez całe miasto do swojego ukochanego, niby nic, ale ubrana była tylko i wyłącznie w płaszcz i szpilki. Dodam dla zobrazowania sytuacji, że aura nie sprzyjała, a miasto jest duże. Można? Oczywiście! Ja nadal jestem pełna podziwu dla tej pary. Gorąco kibicuje takim inicjatywą. Monotonii mówię stanowczo nie.

Realizując, chociaż półtorej rady z trzech powyższych sprawi, że samiec będzie w „niebo wzięty” tak jak stoi. Jednak Ty będziesz jeszcze bardziej wspaniała, pozwolisz mu pójść z kolegami na męskie wyjście alkoholowe. Na którym niby oglądają mecz, dyskutują o interesach, grają w gry itp. Tak naprawdę, jak wspomniałam, na początku piją trunki wyskokowe, tylko od klasy społecznej, a tym samym stanu konta zależy dobór alkoholu i otoczenia. Po intensywnym spotkaniu z kolegami daj mu dojść do siebie. Nie marudź, zrób mu coś dobrego do jedzenia i podaj witaminę C. Oczywiście, Drogie Panie takie spotkanie raz do roku, góra dwa. Nie chcecie sobie przecież wyhodować alkoholika-hazardzisty, a tak to się czasem zaczyna. Proza życia.

Teraz będzie trudniej, bo proponuje przestać się fochować, chociaż jeden dzień w tygodniu. Wiem, to będzie trudne. Mnie trudno kontrolować swoje fochy, przychodzą i odchodzą. Coś tam już o tym wspominałam na tej stronie. Jednak naprawdę szkoda tracić czas na zbędne afery, o takie głupotki, jak skarpetka obok kosza na pranie, a nie w koszu. Życie jest tak piękne, że szkoda czasu na pierdołki. Wyluzuj bądź sobą. U Was w domu nie musi być tak samo perfekcyjnie, jak u Kryśki, która była z Tobą na roku. Zresztą wiesz, czy to, co mówi, Krysiunia jest prawdą? Teraz kolejna rada, nie porównuj Waszego związku do żadnego innego. Wy żyjecie na jednej planecie, inne związki mają swoje gwiazdy. Jesteście w jednym układzie słonecznym, to Was łączy, ale nie musicie być tacy sami. Naprawdę.

Na koniec proponuje nie wchodzić do jego „nothing box”. Już spieszę wyjaśnić co to takiego. Jakiś czas temu jeden z czytaczy tej strony albo przypadkowy turysta polecił mi filmik, a raczej fragment wykładu Marka Gungora pt. „Śmiech twoją drogą do lepszego małżeństwa”. Dla mnie było to odkrycie miesiąca, ale okazało się, że w internetach krążył on już o dłuższego czasu, cóż jest z zacofanej „miejskiej wsi”. Na początku pomyślałam, co za śmieszny facecik, robi jakiś stand-up, ale jednak nie. Pastor ma zdolności godne najlepszych komików, z dużą dozą uśmiechu przekazuje widzowi treści uniwersalne na temat różnic pomiędzy płciami. Jego zdaniem w mózgu kobiety „everything is connected to everything”, natomiast mężczyzna ma swoje pudełko nicości. Pastor ponadto zręcznie przemyca za zasłona pantomimy i kabaretonu, wiedzę psychologiczną, jak sobie radzić z różnicami pomiędzy mężczyzną a kobietą. A więc mężczyźni wprost uwielbiają przebywać w swoich pudełkach nicości. Znajdują się w nim, gdy naszym kobiecym zdaniem przez kilka godzin nie robią nic. Siedzi sobie facet, nie robi nic, a my przybiegamy i zaczynamy nawijać jak szalone, że sąsiedzi spod ósemki się chyba rozwodzą, albo opowiadamy, co tam Zosia z Kasią z pracy powiedziały. Włazimy mu z impetem do jego pudełka nicości, jeszcze byśmy tam chciały obrazki zawieszać. Nie wolno, niech nasz mężczyzn, trochę sobie posiedzi, sam ze sobą, bezmyślnie, będzie wtedy lepszy dla nas. Uwierzcie to działa. Proponuje wypróbować. Wszyscy będą szczęśliwi. Nie róbmy z męskiego nic, damskiego coś. Naprawdę, nie opłaca się. Drogie Panie mam jeszcze jeden malutki pomyślunek, zawsze można sprezentować ukochanemu wykłady portorykańskiego kaznodziei, może gdzieś pomiędzy wierszami zrozumie pewne prawdy, a przy okazji się ubawi. No, chyba że ma bardzo wysublimowane poczucie humoru, wtedy to już trudniejsza sprawa.

Ciocia Dobra Rada, czyli ja ma dla Was jeszcze jedną radę skondensowaną w pigułce kilkuzdaniowej, tym razem nie będzie gorzka. Chcesz uszczęśliwić swojego faceta? To po prostu z nim rozmawiaj. Zapytaj, co go uszczęśliwi? Dlatego nie doradzałam, dziwnych pozycji z kamasutry na początku tego tekstu, bo nie wiem, czy mu/wam będzie to odpowiadać. Wróżką, nie jestem, chociaż bym chciała. Przeraża mnie to, że pary z sobą nie rozmawiają, oprócz wymiany raportów, na zasadzie ile kosztowały zakupy i co na obiad. Kiedy ostatni raz pytałaś, partnera czego się obawia? Kiedy ostatni raz rozmawiałaś z nim o seksie? Przed stosunkiem, nie po, na zasadzie, było dobrze albo beznadziejnie. Z czasem ludzie zaczynają żyć obok siebie, nie z sobą tylko koło siebie, wtedy zaczynają się rozglądać za innym egzemplarzem, co wniesie trochę urozmaicenia w monotonie życia. Przyzwyczajenie, monotonia zabija wszelkie uczucia. Więc może pomyśl, zadbaj o niego, a tym samym o sobie. Jest Was dwoje, a związek to trochę jazda na tandemie, gdy jedno przestanie pedałować, drugie przez chwile pociągnie oboje, ale tylko przez chwilę.