Skip to content

Idealne piękno

Otagowano jako: Obserwacje

Byłam wczoraj na zakupach. Gdzieś pomiędzy marynarkami a sukienkami spotkałam potwora, który polował również na sukienki i marynarki. Potwór spojrzał na mnie z błyskiem w oku, porwał mi piękną, ziewną sukienkę sprzed nosa i pognał do przymierzalni. Stałam jak osłupiała. W głowie miałam tylko jedną myśl: „jak można się tak oszpecić?”. Bo bohaterka początku tego wpisu, na przysłowiowe oko moja rówieśniczka, wyglądała jak potwór. Dwie siostry Godlewskie w jednej osobie. Wszystko sztuczne, poprawione, wytatuowane. Dlaczego? Czy ja mam inne poczucie estetyki? Czy ze mną coś nie tak? Nawet przez myśl mi nigdy nie przeszło, aby poprawić sobie urodę za pomocą skalpela. Ba! Jestem jakaś dziwna, prawie nie korzystam z usług kosmetyczki. I co? I żyję! Miewam się dobrze. Wydoroślałam. Lubię to, że nie jestem idealna. Kocham swoje piegi, nieidealne zęby i odstające uszy.

Chirurgia plastyczna pierwotnie w swoich założeniach miała się zajmować korektą/rekonstrukcją wad wrodzonych i nabytych. Rzeczywistych lub odczuwalnych defektów ciała. Ludzie jednak zaczęli poprawiać wyimaginowane defekty ciała. Pewnie z powodu niskiego poczucia własnej wartości. Moje skromne zdanie jest takie, że z kompleksami to polecam udać się do psychologa, mniej inwazyjny niż skalpel. Tańszy niż chirurg. Dodatkowym atutem jest, że to proces dający pozytywną zmianę. Operacje to często proces nieodwracalny.  Popyt rodzi podaż. Mamy więc chirurgów estetycznych, których gabinety kuszą atrakcyjnymi cenami. Mamy lekarzy, którzy za odpowiednią opłatą wykonują różnego rodzaju zabiegi. Kręgosłup moralny mają pewnie lekko zwichrowany. Treść przyrzeczenia lekarskiego dawno zapomniana… Liczy się tylko hajs, hajs, hajs. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że po Polskich ulicach grasują potwory z wielkimi karykaturalnymi ustami i napuchniętymi policzkami?? Obie strony są winne. Myślę, że ten, co przeprowadza zabieg nawet bardziej, bo często żeruje na naiwności i kompleksach ludzi. Sprzedaje fałszywe obietnice. W ramach ciekawostki dodam, że w naszym kraju nie prowadzi się statystyk dotyczących chirurgi plastycznej. Może połowę zabiegów wykonują amatorzy? Taka to smutna historia, że w pogoni za idealnym pięknem powstają potwory.

Idealne piękno. Na przestrzeni wieków pojmowane inaczej. W prehistorii, królowała Wenus z Willendorfu. Moim zdaniem paskudna figurka, przedstawiająca grubą babę. Wtedy ideał piękna. W starożytności prym wiodły smukłe i harmonijne sylwetki. Kojarzycie antyczne rzeźby? Na pewno, mnie też się podobają. Kolejny przeskok rozpoczął się w renesansie, aby rozkwitnąć w baroku. Bo któż z nas nie zna pojęcia „Rubensowskie kształty”. Oświecenie przywitało ludzi znów wzorem smukłej sylwetki, w romantyzmie wręcz wychudzonej. Co trwało i trwało… Czy trwa? Ideał piękna się zmienia. Raz szczupła sylwetka jest oznaką dobrobytu, innym razem wałeczki tłuszczu.

Piękno to pojęcie subiektywne. Trudno określić je prostą definicją. Może dlatego, że jest jeszcze pojęcie gustu, czyli swoiste poczucie piękna i harmonii. Mówiąc prosto, a raczej pisząc, wszystko jest kwestią gustu. Jednym się podobają brunetki, innym rude. Ja przeważnie umawiam się z blondynami, inne kobiety z łysymi. I jest ok. Świat jest różnorodny, to jest piękne.

Rozmawiałam niedawno z rezolutnym czternastolatkiem. Wyobrażałam sobie, że dla typowego nastolatka ideałem piękna będzie np. popularna obecnie Demi Levato. Jednak nie, otrzymałam monolog, że ideałem piękna kobiecego, w jego ocenie, jest naturalna dziewczyna, która ma nie zafarbowane włosy, niepomalowane paznokcie, skromny ubiór. Myślę sobie, że wolnymi krokami przychodzi kolejna epoka, znów wszystko zacznie się zmieniać.

We wszystkich epokach, wszyscy ludzie mają cechę wspólną, szybko się nudzimy. Dlatego zmienia się ideał piękna. Nasycimy oczy jednym, chcemy czegoś innego… Taka prawda. Niby płytki wpis, bo tylko o powierzchowności, ale w końcu oceniamy się po wyglądzie. Bo jak nas widzą tak nas piszą.