Skip to content

Czy widziałeś ostatnio tęczę?

Otagowano jako: Obserwacje

Wiosna, wiosna, wiosna ach to Ty! Uwielbiałam kiedyś Marka Grechutę. W marca zaczynałam nucić. W tym roku nie. Mam pełnoobjawowe przesilenie wiosenne. Nic mi się nie chce. Boli mnie wszystko, bolą mnie najstarsze i najmniejsze kontuzje, dawno wygojone. Boli mnie dusza. Bolą mnie nawet rzęsy. Ledwo chodzę, przesuwając nogę za nogą, bo tak należy. Chce spać, zakryć głowę kołdrą i spać. Wyciszyć telefon i udać się objęcia Morfeusza.

Widzę, jak rozwijają się zielone liście, jak rozkwitają pierwsze kwiaty. Czuję, jak pierwsze promienie słońca ogrzewają mi twarz, ale mnie to nie cieszy. Wiosna jest jak wampirzyca, czerpie ze mnie wszystkie siły witalne.

Ktoś ostatnio zburzył mój spokój. Zabrał spokój. Nie, wróć. Nie zabrał, to ja pozwoliłam zabrać swój spokój. Dlatego boli mnie nawet dusza, bo przecież bujać to ja, a nie mnie. A tu niespodzianka! Widać trafił swój na swego. I od tego momentu jakoś wszystko na odwrót. Nie zgodnie z planem.

Chodzę po swoim mieście, z Taco i Quebo na słuchawkach. Mam taką zmarszczoną minę, bo wszystko już widziałam. Tinder mnie informuje, że mam nową parę. Facebook, że mam iść do nowej knajpy. Uber może mnie zawieść lub dostarczyć jedzenie. Endomondo policzy mi kroki. A Fitatu kalorie. Pewnie inna apka powie mi, gdzie mogę, sobie doczepić sztuczne rzęsy i zrobić hybrydy, bo bez tego jestem passe. Jeszcze może tylko pobiegnę do Zary po jakąś szmatę ze sztucznego materiału na tyłek. A może zamówię on-line? Przy okazji w Hebe zrobią mi makijaż, a w Sephora kupię perfumy, na które na pewno mnie nie stać. Wszystko już miałam. Wszystko widziałam. Nudzę się. Mam sztuczny uśmiech na twarzy. Z gardła wyrywa mi się krzyk. Zastanawiam się, gdzie są ludzie? Bo ja ostatnio widzę androidy, każdy z telefonem, każdy sam ze sobą, w swojej bajce, w swojej roli, obok. Jeśli ktoś będzie chciał, zniszczyć ludzkość proponuje zabrać nam telefony i internet. Wszyscy umrzemy, bo nie będziemy wiedzieć jak rozmawiać twarzą w twarz. Smuci mnie to.

Jestem gatunkiem zagrożonym wyginięciem. Uwielbiam podziwiać świat. Kocham kolory, kocham przyrodę. Chce oglądać, dotykać. Nie przez szybkę. Chce dotykać wszystkiego, poczuć zapach. W poszukiwaniu spokoju uciekłam niedawno z miasta, bo beton mnie przytłaczał. Chciałam odpocząć, chciałam znaleźć spokój, nie znalazłam. Widziałam tęczę, która wyszła po burzy. Była piękna, miałam wrażenie, że jest na wyciągnięcie ręki. Takie momenty mnie cieszą. Takich chwil szukam. Uwielbiam rozmawiać, ale chce widzieć oczy rozmówcy. Chce dyskutować przy blasku księżyca, ale nie przez szybkę telefonu. Tęsknie za drugim człowiekiem, tęsknie za głosem, tęsknie za czymś, co sprawi, że serce mi zabije mocniej. Nie chce mieć ciągle takiej zblazowanej miny.

Leżałam wczoraj na trawie, z białą kartką w ręce. Chciałam stworzyć świetny artykuł. Nie napisałam, a myślałam, że można pisać o wszystkim. Nie można. Zasnęłam. Śnił mi się nowy tatuaż. Pora na wycieczkę do studia. Spałam w pełnym słońcu. Opaliłam się. Teraz skóra pachnie mi słońcem. A jest to zapach, który kojarzy mi się z uśmiechem na twarzy. Z tym zapachem wraca do mnie powoli mój spokój. Powoli wraca błysk w oku.

Mam taką małą prośbę do Ciebie Czytelniku zacznij dostrzegać małe chwile tzw. małe szczęścia. Nie goń cały czas za hajsem, za marką, za czymś, co jest materialne. W obliczu, gdy ktoś zabiera Ci, całą energię życiową nie daje nic. Hajsem możesz sobie wytapetować dom (no chyba że to Bitcoiny to nie da rady w takim przypadku). Nawet jeśli uda Ci się kupić jakiś czasoumilacz to jest tylko na chwilę, sekundę. Przedmioty nie dają szczęścia, poprawiają komfort życia i nic więcej…

Drogi czytelniku dziś napisałam na blogu totalną prywatę. Zwykle to kłamię, mam predyspozycje do mitomani. Dziś nie. Idź na słońce, wycisz telefon i pomyśl. Może się  spotkamy przypadkiem?