Co mi zrobiło FOMO?

Mam FOMO, pełnoobjawowe. Dla niewtajemniczonych termin ten oznacza „Fear of Missing Out”, czyli lęk przed pominięciem ważnej informacji. Termin pewnie wymyślony przez amerykańskich naukowców, bo moim skromnym zdaniem, wymyślili oni prawie wszystko. Oczywiście pamiętajmy, aby wymawiać po polsku, będzie łatwiej, przyjemniej, patriotycznie i śmiesznie. Przecież możemy wszystko uroczo spolszczyć, po co więc zadawać sobie trud i uczyć się języka obecnego. Przecież można prosto, np. pojechać po zakupy do „Czarodziejskiego Rapera”, czyli Liroj Merlin, a nie po poprawnie „lerła merlę”. Tak urocza dygresja, ale do tematu, bo ważny. FOMO określa głównie użytkowników internetu, którzy cały czas przebywają w sieci, sprawdzając ważne lub mniej ważne informacje. Często pojawia się w artykułach dotyczących uzależnienia od smarfona. Ba! Można sobie nawet zrobić test, czy jest się chorym w związku z nadmiernym użytkowaniem telefonu.

Ja oczywiście jestem! Bezsprzecznie. Jednak żaden test mi nie był potrzebny. Wpadłam w dziurę, idąc ulicą i sprawdzając powiadomienia na facebook. Szybko i drastycznie postawiona diagnoza. Teścik sobie dla żarciku zrobiłam. Pełen zestaw objawów, ale zaraz je szybciutko zbagatelizuje. Oczywiście, że pierwszą rzeczą, po którą sięgam, rano jest telefon, muszę jakoś wyłączyć budzik, oszczędzam nie stać mnie na inny. Śpię z telefonem, bo na bezrybiu i rak ryba, więc skoro nie mogę spać z przystojnym brunetem, to będę chować telefon pod poduszką. Trzeba sobie radzić. Sprawdzam kilka razy dziennie pocztę i inne media, bo praca zawodowa oraz mój blog tego wymagają. Jednak teraz wpadłam na pomysł, wart sto punktów, jakby tak powiedzieć szefowi, że nie przeczytałam od niego meili, bo mam FOMO? Nie mogę karmić uzależniania. Dobra wymówka? Jestem ciekawa reakcji, mogłaby być gwałtowna. Jeśli ktoś ma, mało atrakcji w pracy to proponuje wypróbować. Ja chyba się lękam, nie mam tyle przysłowiowych jaj. W sumie żadnych jaj ostatnio nie mam. Kolejna dygresja, błądzę dziś. Kolejno klikam, że wezmę udział w wydarzeniu, potem zapominam. Robię zdjęcia jedzenia, przesyłam znajomym, że o to dziś na obiad był ramen (japoński przysmak fotografują wszyscy, mam nadzieję, że nasz polski rosół nie ma kompleksów). Sprawdzam lajki, komentarze. Mam wielu znajomych, których nie rozpoznaje na ulicy, bo są tylko wirtualni. Jedyne czego nie robię, to nie informuje wszystkich, gdzie wyjeżdżam na wakacje, tylko dlatego, że moją przyjaciółkę okradli, gdy wygrzewała swój tyłek bez grama cellulitu (tak, zazdroszczę!) na ciepłej i egzotycznej wyspie. Witaj FOMO. Dobrze Ci u mnie?

Technika idzie do przodu, uwielbiam to określenie. Po pierwsze jak może iść? Po drugie gdzie ma iść? Może w lewo? No więc idzie do przodu ta nasza technika, bo do tyłu to chyba jej nie wypada. A jak technika idzie do przodu, to jej twórcy chcą więcej hajsu, bo dłużej pracują i główkują jak ją rozwijać. Więc uwaga! Aplikacje w telefonach działają na podobnych zasadach jak automaty do gry w kasynach. Zaskoczeni? Mnie się rozwiązała zagadka, dlaczego od lat na portalach randkowych te same profile. Nie dlatego, że coś z tymi ludźmi nie w porządku, że nie potrafią stworzyć związku, że ciągle szukają atrakcji, tylko po prostu są uzależnieni od aplikacji. Proste! Dla mnie potwierdzeniem mojej teorii o uzależniających apkach jest fakt, że Steven Jobs, wprowadzając na rynek iPhona’a, ograniczył własnym dzieciom dostęp do produktów firmy Apple. Co zdziwieni? Zarabiamy jedni na drugich, tak to jest. Niech mi nikt nie wpycha, że pazerność i zachłanność nie zabija człowieczeństwa. Zabija. Kręgosłupy moralne ulegają ciągłemu przesunięciu, raczej w lewo niż w prawo.

A co mi zrobiło FOMO? Na szczęście nie wiele. No dobra, wpadłam do dziury i zniszczyłam buty. Tak naprawdę, to dla mnie FOMO jest kolejnym wymysłem jak usprawiedliwić brak zdrowego rozsądku lub zarobić pieniążek. Jak zarobić hajs? Proste jak drut. FOMO to uzależnienie, które należy leczyć, na pewno nasz rodzimy NFZ nam tego nie zapewni, więc zaciszne beżowe gabinety prywatnych psychoterapeutów czekają z otwartymi drzwiami oraz radośnie święcącymi terminalami. Twórcy patentów zarobili, producenci telefonów zarabiają, portale społecznościowe zarabiają, telefonie komórkowe zarabiają, amerykańscy naukowcy zarobili, psychologowie zarabiają. A Ty zwykły szary człowieku możesz tylko odwołać się do zdrowego rozsądku, aby nie stracić więcej niż rachunek za zakup i użytkowanie telefonu. Nie uciekniemy od sieci, możemy się wylogować na moment, dzień, tydzień. Musimy wracać, aby odczytać meila od szefa, kontrahenta czy przyjaciółki, która wyjechała na inny kontynent. W sieci płacimy rachunki, sprawdzamy, czy pensja zasiliła konto. Dążymy do tego, aby wszystkie transakcje były bezgotówkowe. Mogę przestać obracać walutą w sieci, ale wtedy nie wirtualnie, a realnie zapukają do moich drzwi komornicy. Wniosek nasuwa się sam. Jesteśmy globalną wioską, sieć to nasz świat. Korzystamy z internetu, czerpiemy z niego informacje, żyjemy w nim.

Konkluzja jest jedna, wszyscy zmierzamy w tym samym kierunku, wszyscy zachorujemy na FOMO. Istotne jest tylko to, czy będziemy potrafili sobie z nim radzić w taki sposób, aby równocześnie funkcjonować w realu. Zobaczymy.