Kocham góry (Pasja vol 3)

 

  1. W górach znajduję spokój.

Gdy życie zaczyna gryźć jak pies wściekły, pakuje plecak i uciekam (a później też pokazuje, że mam zęby). Wsiadam do PKP. W okolicach Jeleniej Góry pysk zaczyna mi się cieszyć. Na wyświetlaczu telefonu wiadomość pokój czeka, przyjeżdżaj, wyjątkowe osoby pamiętamy. W Dolnośląskim jest takie miasteczko, w którym czuję się jak w domu. Gdy tylko wjeżdżam na te kręte wąskie ulice, to wiem, że jestem w miejscu, które kocham szczerą miłością. Serce mi rośnie i pysk mi się cieszy.

  1. Na szlaku się „oczyszczam”.

Im mniej do mnie mówisz na szlaku, tym lepiej. Po prostu maszeruj koło mnie, po prostu bądź ze mną, tylko proszę, nie mów za dużo. Ja w wędrówce znajduje spokój. Mój skołatany od zgiełku miasta mózg się uspokaja. Robi się w nim czysto, złe myśli uciekają. To moje Katharsis.

  1. Szczyt.

Lubię szczytować, a jak! Czy to szczyt w pełnym słońcu, gdzie czuję, jak od palącego słońca wychodzą mi piegi na nosie. Czy szczyt we mgle, gdzie mam, wrażenie jakbym błądziła w mlecznej toni. Nie ważne czy to widok z mniejszej lub większej góry, zawsze dostaje pozytywnego kopa. Kiedyś oszalałam, wchodziłam na górę, a im bliżej, tym więcej wrzosów. Szczyt tonął w fioletowym kolorze. Siedziałam na wrzosowisku, jadłam bułkę z biedry z żółtym serem i byłam najszczęśliwszym człowiekiem na tej kuli ziemskiej.

  1. Schroniska.

Co tu dużo pisać: ciepła herbata i zupa, ludzie, opowieści. W schronisku jest taka magia, że ludzie zaczynają opowiadać o swoim życiu. Opowiadają obcym, kim są, co robią, co kochają. Może to też swoiste Katharsis. Może magia gór sprawia, że człowiek sobie przypomina, że rozmowa polega na szczerym patrzeniu rozmówcy w oczy, a nie w wyświetlacz telefonu. No dobra sernik i szarlotka albo szarlotka i sernik w schronisku smakują najlepiej!

  1. Ból spełnienia.

Zwykle, gdy odczuwam, ból to jest mi źle. Jednak ten ból, który odczuwam, po górskiej wędrówce jest najprzyjemniejszym bólem pod słońcem. Uda płoną, łydki drżą, skórę mam owianą od zimna lub spieczoną od słońca, nawet dłonie mnie bolą, czasem mam zdarte kolano. I boli mnie wszystko, może nawet włosy. Jednak pysk się cieszy, chce pić herbatę i rozmawiać przez wiele godzin.

  1. Ludzie.

Wiem, idealizuje, ale ludzie w górach zawsze jacyś milsi niż w centrum miasta. A moje ukochane miasteczko blisko Czech, a chłopaka z Czech to mogłabym mieć za męża. Ojciec mnie trochę Czeskiego nauczył, więc byśmy się dogadali (uwaga: tylko pozornie mamy podobny język). A tak pół żartem pół serio mam słabość do mężczyzn w Czechach, może to przez knedle i krecika. Może mnie kiedyś ktoś zaczaruje i zamieszkam w Pradze.

  1. Kryształy górskie.

Uwiodły mnie te kamienie. Może to trochę szamanizm, ale wierzę w ich właściwości. W mieszkaniu mam jeden, który dostałam od dobrej osoby, ma odpędzać złą energię od mojego domu. Nie wiem, czy tak jest, bardziej liczy się dla mnie gest dobrej osoby. Choć złej energii w domu nie mam.

  1. Kolarze

Co niby mają kolarze wspólnego z górami? No tak pół żartem pół serio. Lubię, popatrzeć jak śmigają po górskich szlakach. Kolejny fetysz.

  1. Domy, domki, architektura.

Kocham, kocham, bo mają tyle uroku. Spadziste dachy, drewniane dekoracje i kamień. Chce mieć kiedyś chatkę w górach, trzeba mieć marzenia.

  1. Jedzenie

Tak jestem łasuchem okropnym. O serniku i szarlotce pisałam. Do tego zawsze górach hurtowo i taśmowo jem oscypki. Do domu przywożę siatkę. Kwaśnica, baranina, pierogi, knedle jem, aż mi się uszy trzęsą. Ostatnio zakochałam się w wędzonej rybie na ciepło, karczma przy strumyku, widok, zapach i magia. Zapomniałabym o roladzie karkonoskiej!

 

Śnieg lubię, tylko śnieg nie lubi mnie.

 

Wyszedł mi bardzo grzeczny wpis. Drogi czytelniku nie martw się, robi się coraz cieplej pora na artykuł o lodach, bo zauważyłam, że na dzielnicy mam dużo manufaktur. Pozwól mi tylko naładować baterię, to puszczę petardę, bo lubię. I Ty też, klikniesz, lubię to!